Niesamowite. Wodecki rozdał majątek ubogim, przyjaźnił się z kloszardami i bezdomnymi

Niesamowite. Wodecki rozdał majątek ubogim, przyjaźnił się z kloszardami i bezdomnymi Źródło: fot. youtube.com/TVP VOD

Zbigniew Wodecki zmarł niespodziewanie w wieku 67 lat. Już niebawem będziemy obchodzić pierwszą rocznicę jego śmierci. Przy tej okazji pojawiają się nowe wspomnienia o artyście. Okazuje się, że aż do śmierci miał on ogromne serce, które nie pozwalało mu obojętnie przejść obok widocznej biedy.

Zbigniew Wodecki miał naprawdę ogromne serce. Dopiero teraz okazuje się jednak - jak wielkim był człowiekiem. Jego śmierć była ciosem dla rodziny, przyjaciół i fanów. Kto mógł się jednak spodziewać, że także dla ubogich i bezdomnych?

Zbigniew Wodecki pomagał najuboższym

Jedną z najbardziej znanych w warszawskim środowisku kloszardów postaci jest Monika, nazywana "księżniczką bezdomnych". Na co dzień zamieszkiwała w śmietniku naprzeciwko okien warszawskiego mieszkania artysty przy ulicy Joteyki. Rozpoznawał ją i bardzo lubił. Kiedy wyjeżdżał na dłuższe trasy koncertowe, zostawiał trochę pieniędzy dozorcy, żeby kupował Monice jedzenie pod jego nieobecność. Kiedy był - sam dawał jej gotówkę. Lubił ją, a ona jego - nie tylko za wsparcie, którego jej udzielał. - Kiedyś to nawet zagrał dla niej na skrzypcach, jak prosiła. Lubili się oboje. Po jego śmierci "księżniczka" przeniosła się do innego śmietnika, nie mogła patrzeć na puste okna - mówi pani Hanna, sąsiadka muzyka. Jak się okazuje, Zbigniew Wodecki wspierał nie tylko bezdomnych, ale także ubogich. Na przykład starsze sąsiadki z własnego bloku. Dostawały one między innymi kwiaty, którymi zawsze był obdarowywany na koncertach. - On to nawet dawał pieniądze starszym paniom z parteru, które dokarmiały koty. Wiedział, że mają małe emerytury i zawsze im pomagał - podkreśla pani Hanna.

Przyjaźnił się z bezdomnymi

Bezdomni zawsze mogli liczyć na pomoc muzyka. Podobno z okazji świąt zawsze dawał im trochę większe kwoty, ale zawsze miał też przy sobie drobne, żeby móc wspomóc na co dzień. Nie pytał na co pójdą te pieniądze, bo go to nie interesowało. - Temu 20 zł, tamtemu 20 i tak obdzielał z 10 osób przed świętami, a normalnie miał dla wszystkich po piątce. Myślę, że musiał specjalnie rozmieniać te pieniądze i trzymał na takie okazje - opowiada szewc, u którego Wodecki szył i naprawiał buty. - Przychodzi artysta do artysty - tak do mnie mówił, a jak odbierał buty, to czasem i 100 złotych dodatkowo zostawił. Miał klasę, czuło się, że to wielki człowiek - dodaje.

Nie tylko w Warszawie go znali

  Krakowskie środowisko kloszardów równie ciepło wspomina artystę. Przy okazji mszy pogrzebowej, która odbyła się w krakowskim kościele, zjawiła się cała delegacja lokalnych bezdomnych i ubogich. - To był piękny człowiek. Z dala go widzieliśmy z kolegami, tej jego grzywy nie sposób było nie zauważyć. Do tego postawny, uśmiechnięty. Jak z żoną i córką szedł – piękne kobiety – to zawsze obie miały w dłoniach czerwone róże. On nas też z dala widział, podszedł, zagadał, zapytał jak się mamy. I zawsze ręką do kieszeni sięgnął, a tam już miał odłożone drobne. No fantastyczny gość, wielkie serce - powiedział jeden z nich, pan Włodek, który regularnie przebywał na ulicy, przy której mieszkał Zbigniew Wodecki. Dziś córka artysty chce za pośrednictwem fundacji jego imienia kontynuować dobroczynną działalność ojca. Chcesz coś nagłośnić? Wiesz o bulwersującej sytuacji, która wymaga zainteresowania mediów? Wyślij maila na adres: naglasniamy@pikio.pl. Na pewno przyjrzymy się Twojej sprawie. WARTO PRZECZYTAĆ:
  1. Kotulanka nie jest jedyna. Tragiczne losy i śmierć aktorów Klanu
  2. Był jedną z najważniejszych postaci XX wieku. NIE ŻYJE
  3. Legendarny muzyk nie żyje. Przegrał z rakiem
Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News