Sytuacja na Pomorzu jest dramatyczna. Mimo że burze i nawałnice przeszły tam już blisko tydzień temu, nadal mnóstwo ludzi jest odciętych od świata. Nie mają prądu i bieżącej wody. Wojsko pomaga dopiero od poniedziałku. O bezczynność oskarża się rząd.

Antoni Macierewicz odpiera zarzuty i wskazuje na wojewodę pomorskiego Dariusza Drelicha. Wojsko nie może działać samodzielnie. Potrzebuje najpierw wniosku terenowego przedstawiciela rządu. A taką właśnie funkcję pełni wojewoda w województwie.

Okazuje się, że to nie wojsko się ociągało, ale właśnie Dariusz Drelich. Armia zareagowała momentalnie. Po wniosku wojewody w niecałą godzinę dowództwo armii odpowiedziało pozytywnie. Po kolejnych kilku godzinach wojsko już było na miejscu. Problem polega na tym, że wojewoda zawnioskował do MON-u o pomoc żołnierzy… dopiero w poniedziałek.

Jak twierdzi Drelich, w jego opinii żołnierze nie byli wcześniej potrzebni. Nie było bezpośredniego zagrożenia życia ani osób zaginionych. Wystarczyła praca pozostałych służb i oczywiście mieszkańców.

– Do zbierania gałęzi, do zamiatania liści nie będziemy wzywać wojska – stwierdził wojewoda.

Tylko że to nie zamiatanie liści. Łukasz Ossowski, Sołtys wsi Rytel, jednej z tych, które najbardziej ucierpiały po wichurach, uważa, że pomoc wojska przyszła za późno. Zagrodzone drzewami drogi, zrujnowane domy – z tym wszystkim musieli radzić sobie mieszkańcy, strażacy, w większości ochotnicy. Do pomocy ruszyli także harcerze. Jednak to właśnie wojsko dysponuje odpowiednim ciężkim sprzętem.

...

Zobacz również