Cała wieś jej się boi. Wioletta M. terroryzuje sąsiadów

Cała wieś jej się boi. Wioletta M. terroryzuje sąsiadów Źródło: Wikimedia Commons/Natalia Rivera

Cała wieś się jej boi. Wioletta - mieszkanka województwa zachodniopomorskiego nie ma zamiaru być przykładną sąsiadką. Każdy uważa ją za zagrożenie i boi się opuszczać swój dom w obawie przed tragedią.

Cała wieś się jej boi. Według mieszkańców niebezpieczeństwo jest tam, gdzie jest znana w Świerznie Wioletta M. Pożary i rozróby to jej specjalność. Z jakimi niedogodnościami muszą codziennie stawiać czoło mieszkańcy wsi Świerzno?

Okazuje się, że pozostanie w swoim własnym domu również nie jest zbyt bezpieczne. Wioletta M. wytacza najcięższe działa i w niebezpieczny sposób urozmaica innym życie. Niestety, jej pomysły nierzadko mogły skończyć się tragicznie.

Jednymi z osób, które na własnej skórze odczuły działanie Wioletty jest pan Rafał Leder wraz z narzeczoną i dziećmi. Pan Rafał zdradził dziennikarzom, na jakie niebezpieczeństwa jest narażony w każdej chwili.

– Przez nią już dwa razy w ostatnich miesiącach przeżywaliśmy istny horror! Musieliśmy uciekać w nocy z dwójką małych dzieci, po tym, jak robiła ognisko u siebie w mieszkaniu. Co gorsza, raz puściła nasz wózek z dymem - wyznał dziennikarzom przejęty i rozbity Rafał Leder.

To jednak nie wszystko. Wioletta jest znana także okolicznym kierowcom. Nie raz potrafiła wytrącić z równowagi najbardziej uważnego kierowcę. Ma mało poważny zwyczaj wchodzenia nadjeżdżającym samochodom wprost pod koła. Do tej pory udało jej się uniknąć potrącenia.

Wioletta M. i jej problemy

Wioletta M. ma bezsprzecznie problemy z alkoholem. Niezliczoną ilość razy butelki po wódce były rozbijane o drzwi mieszkania Rafała Ledera, a upojona alkoholem Wioletta uciekała z miejsca zdarzenia. Nie tylko po niszczeniu drzwi, ale i po wznieceniu pożarów Wioletta uciekała w pobliskie krzaki, mając nadzieję, że nikt jej tam nie znajdzie. Służby jednak szybko ją lokalizowały.

Niestety, służby, które znają sprawę w Świerznie bezradnie rozkładają ręce. Pożar wózka został zakwalifikowany jako niska szkodliwość czynu. A co z pożarem w budynku? Prokuratura po przeanalizowaniu dowodów i wysłuchaniu świadków uznała, że pożar nie był dużym zagrożeniem z powodu przebywania w budynku małej ilości osób. Mieszkańcy wsi są zbulwersowani decyzją władz.

Wioletta M. kilkukrotnie była na przymusowym odwyku. Za każdym razem udawało jej się uciec z ośrodka. Podpalaczka przyznała, że nie odczuwa by miała problemy z alkoholem.

– Z alkoholem nie mam problemu. Pije wtedy gdy chcę, a gdy nie chcę, to nie piję - krótko podsumowała Wioletta M. w rozmowie z dziennikarzami.

Aktualnie kobieta mieszka z matką.

Źródło: fakt

Następny artykuł