Wczoraj Stany Zjednoczone wraz z koalicją przeciw ISIS przeprowadziły niespodziewany atak wojsk. Zamiast bezpośredniego uderzenia w dżihadystów doszło jednak do brutalnej rzezi cywilów i dzieci.

Celem bombardowania było miasto kontrolowane przez dżihadystów. Rodziny bojowników schroniły się w jednym z budynków, którego wojska koalicji również nie oszczędziły.

Według agencji AFP w ataku zgięło aż 80 osób, w tym 33 dzieci, jednak nie podaje ona więcej informacji na temat szczegółów akcji. Wiadomo jedynie, że najprawdopodobniej bombardowanie te podobnie jak poprzednie w ostatnich dniach zainicjowane zostało przez władze USA.

Mieszkańcy miasta mieli widzieć na kilka godzin przed nalotem samoloty zwiadowcze należące do amerykańskiej armii. Według relacji świadków przed rozpoczęciem bombardowania mieli dostrzec oni również samoloty bojowe krążące na miastem, które dopiero po kilkudziesięciu minutach odpaliły rakiety, które trafiły w dwa budynki, w których schroniły się rodziny bojowników.

Taktyka uderzenia w rodziny dżihadystów byłaby niesamowicie kontrowersyjna, choć – być może – skuteczna. Nie powinno być to jednak przedmiotem dyskusji, gdyż… o taktyce nie ma tutaj mowy.

Władze USA na czele z obecnym prezydentem – Donaldem Trumpem – kategorycznie zaprzeczają, by celami ataków ich armii byli cywile. Oznacza to więc, że do krwawej masakry dziesiątek dzieci doszło… przez przypadek. Zapewniają także, że w każdej sytuacji, w której występuje takie podejrzenie natychmiastowo wszczynane jest dochodzenie.

...

Zobacz również