Wczoraj Kora, dzisiaj on. Nie żyje kolejna ikona polskiej muzyki

Wczoraj Kora, dzisiaj on. Nie żyje kolejna ikona polskiej muzyki

Media obiegła zatrważająca wieść. W niedzielę nad ranem zmarł kolejny wielki geniusz polskiej branży muzycznej. Tomasz Stańko był utytułowanym jazzmanem, trębaczem, znanym nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie.

Jak informuje redaktor naczelny "Jazz Forum", nie żyje Tomasz Stańko. Legendarny polski jazzman zmarł w niedzielę nad ranem w Szpitalu Onkologicznym w Warszawie. Miał 76 lat.

Tomasz Stańko nie żyje

Śmierć jazzmana jest prawdziwym ciosem dla całego kraju. Tomasz Stańko znany był nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Trębacz i kompozytor urodził się w 1942 roku w Rzeszowie. Początkowo odebrał edukację muzyczną na skrzypcach, od dzieciństwa jednak fascynował się jazzem. Po trąbkę sięgnął po raz pierwszy dopiero w latach 50., będąc harcerzem. - Jako jedyny chłopak w drużynie, który miał styczność z muzyką, zostałem wytypowany do gry na trąbce sygnałówce - wspominał po latach. Dzięki temu zaczął uczyć się gry na tym typowym dla muzyki jazzowej instrumencie. Fascynował się pochodzącym z USA gatunkiem muzycznym. - Wydaje mi się, że po prostu mam skłonność do tego, co anarchistyczne. Gdybym się urodził później byłbym rockmanem albo hiphopowcem. Jazz był opozycją szkoły, stabilizacji - tłumaczył pytany o to, dlaczego wybrał właśnie jazz.

Pracował z największymi

Miał tylko 20 lat, kiedy wraz z pianistą Adamem Makowiczem założył pierwszy skład jazzowy. Grupa nazywała się Jazz Darings, artyści grali głównie kompozycje Ornette'a Colemana. Wówczas Stańko inspirował się głównie Johnem Coltrane'em i Milesem Davisem. Niebawem dołączył do kwintetu Krzysztofa Komedy, innego legendarnego polskiego jazzmana i kompozytora. - W czasie gdy grałem z Komedą komponowałem muzykę, ale była mała i płaska. A grałem z człowiekiem, który był genialny - opowiadał Stańko. - Dopiero po śmierci Komedy założyłem własny kwintet i zacząłem pisać - wspominał. Sam o sobie twierdził, że nie jest wybitnym kompozytorem. Nie uważał siebie także za wirtuoza trąbki. Skąd zatem brała się wyjątkowość jego muzyki? Uważał, że chodzi o umiejętność przełożenia "swojej osobowości na język muzyki". W tym starał się wzorować na swoim nieodmiennym idolu - Milesie Davisie. - On też był niespecjalnie kompozytorem i niespecjalnie trębaczem - podkreślał Tomasz Stańko. - To po prostu był Miles - dodawał. Artysta lubił szokować. Szczególnie eksperymentował ze swoim wyglądem, lubił zakładać trampki do garnituru i cylindra. Ekstrawagancki ubiór stał się jego znakiem rozpoznawczym. Nie ukrywał także prób z narkotykami. - Ja przez wiele lat paliłem haszysz, ale nigdy nie robiłem z tego jakiegoś psychodelicznego zjawiska - podkreślał. - To była dla mnie substancja odurzająca, która dawała pewną przyjemność. Używałem jej, na tej samej zasadzie jak dobrych ubrań - dodawał. Ze wszystkich używek zrezygnował jakiś czas temu. Chciał zadbać o swoje zdrowie. - To są wszystko silne trucizny. Są limity biologiczne i jeśli chce się mieć kontrolę nad własnym życiem, trzeba wybierać - wyjaśnił. Niemal do końca życia był aktywny zawodowo. Chociaż jedną z najsłynniejszych swoich płyt "The Soul of Things" wydał mając już 60 lat, dalej koncertował i nagrywał.



ZOBACZ TAKŻE:
  1. Kora nie żyje
  2. Ta śmierć kończy pewną epokę. Żałoba na całym świecie
  3. Śmierć dobiła gwiazdę DDTVN. "Kochałam cię"
  4. Pies z silną wolą życia. Mimo poderżniętego gardła cudem przeżył
Tomasz Stańko fot. twitter.com Tomasz Stańko fot. twitter.com Tomasz Stańko fot. twitter.com
Następny artykuł Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News