Chociaż mogłoby się wydawać, że stanowcza polityka prezydenta Recepa Erdogana jest w stanie uciszyć wszystkie pomysły opozycji, w Turcji doszło do historycznego wydarzenia. Republikańska Partia Ludowa zorganizowała gigantyczny Marsz Sprawiedliwości, który po przebyciu 450 kilometrów dotarł wreszcie do Istambułu. Cały świat zastanawia się jednak, czy tego typu działania przeciwników Erdogana nie prowadzą do otwartej wojny domowej.

Marsz został zorganizowany jako odpowiedź na zaostrzającą się politykę prezydenta Erdogana. W kraju, w którym zdobywa on coraz większą, prawie nieograniczoną władzę, dochodzi do ogromnych represji wobec niesprzyjających mu polityków oraz aktywistów. Trwający 24 dni ogromny protest miał otwarcie pokazać niezadowolenie narodu tureckiego. Jednocześnie mógł jednak znacznie pogorszyć jego sytuację.

Frekwencja wśród protestujących okazała się naprawdę gigantyczna. Na ulicach Istambułu, gdzie końcowy wiec poprowadził przewodniczący CHP – Kemal Kılıçdaroğlu, zgromadziło się także wielu zwolenników prezydenta Erdogana oraz jego polityki.

Eksperci twierdzą, iż wręcz nieprawdopodobne jest, aby przywódca złagodził swoje metody rządzenia. Narastające niezadowolenie opozycji prowadzi jedynie do jeszcze większych prześladowań oraz zwiększa prawdopodobieństwo kolejnego buntu. Wszystko wskazuje na to, że Turcja znalazła się na skraju kolejnego puczu, a co za tym idzie – wojny domowej. Gdyby realnie do nich doszło, zmieniłoby to nie tylko oblicze Turcji, ale i całej Europy. Pomijając nawet konsekwencje polityczne, kryzys w Turcji doprowadziłby bowiem do zalewu Europy kolejną, jeszcze większa falą muzułmańskich imigrantów oraz uchodźców.

...

Zobacz również