Kiedy w styczniu media obiegły zdjęcia oraz opowieści świadków dotyczące szczegółów zabawy Bartłomieja Misiewicza w białostockim klubie, jego kariera w Prawie i Sprawiedliwości zaczęła powoli podupadać. Wyrzucenie z zajmowanego dzięki partii stanowiska nie wpłynęło jednak na byłego rzecznika MON na tyle, aby zrezygnował z hucznych imprez. Tym razem został przyłapany przez dziennikarzy w jednym z klubów w Toruniu.

Kieliszek za kieliszkiem, śmiech i dobra zabawa – tak wyglądał wieczór Bartłomieja Misiewicza, który spędzał wraz ze znajomymi studentami prawa. Według świadków, na miejsce imprezy przyjechał nawet z własnymi ochroniarzami. Były rzecznik MON nie komentuje jednak tych doniesień.

– Gość się przyzwoicie zachował, ma prawo bawić się jak my wszyscy. Trafił do miejsca przy czterogwiazdkowym hotelu, a to przecież jego naturalne środowisko. Bawiły się tu same „wpływowe dzieciaki” – powiedział dziennikarzom „Faktu” jeden ze studentów, który bawił się w Toruniu razem z Misiewiczem. Jako że miał on być wciąż zaczepiany nawet pomimo obecności prywatnej ochrony, menadżer klubu zaproponował mu specjalną salę, w której mógłby się bawić tylko z najbliższymi znajomymi. Chociaż początkowo Misiewicz miał wzbraniać się przed robieniem mu zdjęć, z czasem przestało mu to jednak przeszkadzać.

...

Zobacz również

Fot. Fakt.pl (Facebook)
Fot. Fakt.pl (Facebook)