Nadija Sawczenko stała się na Ukrainie symbolem oporu. Przetrzymywana w rosyjskiej niewoli, jednak niezłomna i patriotyczna – z taką opinią wracała do kraju. Teraz, może się to zmienić. 

Dlaczego? Przez politykę, oczywiście. Kiedy Sawczenko znajdowała się w niewoli, wszyscy politycy chwalili ją jako symbol, część z pewnością chciała ugrać kapitał polityczny podpinając się pod popularność Ukrainki. Sprawa zmieniła się, kiedy Sawczenko wróciła do kraju. Teraz nie jest już symbolem, a konkurentem.

Popularność Nadiji Sawczenko wśród Ukraińców była na tyle duża, że domagano się, aby została prezydentem. Co na to sama zainteresowana?

– Ukraińcy, jeśli chcecie, bym została prezydentem, to nim zostanę. Jeśli naród powie „trzeba”, żołnierz musi odpowiedzieć „tak” – zadeklarowała Nadija.

Ta wypowiedź spotkała się na Ukrainie z entuzjazmem, jednak kolejne sprawiły, że część polityków oraz publicystów zaczęła atakować Sawczenko. Chodzi tutaj o otwarte deklaracje, że konflikt z Rosją powinien zostać zakończony  sposób pokojowy. Dla Nadji ważniejsze od sporów terytorialnych jest życie i cierpienie jej rodaków. – Trzeba będzie przeprosić wszystkie matki, które straciły synów na wojnie, niezależnie z której strony konfliktu – mówiła.

Takie stanowisko sprawiło, że Sawczenko zaczęto atakować. Przodują w tym członkowie Frontu Ludowego (partia byłego premiera Arsenija Jaceniuka), którzy zarzucają Nadiji „powtarzanie putinowskich tez”. – Takie deklaracje zakłamują stan faktyczny, czyli rosyjską okupację części Ukrainy w domniemany ‚konflikt wewnętrzny – twierdzą.

W obronę wzięła Nadiję jej siostra, Wira.

– W niewoli Nadija była Joanną d’Arc. A teraz jej sytuacja zaczyna przypominać sytuację Chrystusa. Lecą w nią kamienie. Kamienie od swoich – powiedziała.

źródło: wp

...

Zobacz również