Tak napiętej sytuacji militarnej między Waszyngtonem a Moskwą nie było już dawno. Zmasowany atak sił USA pociskami Tomahawk na bazę Al-Szajrat wywołał groźną odpowiedź Rosjan. Putin, chcąc zabezpieczyć interesy swoje i syryjskiego sojusznika, wysłał fregaty rakietowe w miejsce stacjonowania amerykańskich jednostek.

Rosyjskie władze poinformowały, że w piątek wieczorem z basenu Morza Czarnego na Morze Śródziemne wyruszyła fregata rakietowa Kremla – Admirał Grigorowicz. Uzbrojeni po zęby żołnierze rosyjskiej marynarki zmierzają dokładnie w kierunku portu Tartus w Syrii.

Z tego miejsca właśnie w piątek nad ranem amerykańskie niszczyciele za pomocą pocisków Tomahawk zrównały z ziemią bazę syryjskich oddziałów Baszara al-Asada w Al-Szajrat. Amerykański atak miał być odwetem Waszyngtonu na siłach reżimu Asada za jego atak bronią chemiczną na miasto Chan Szajchun. Zarówno jednak prezydent Syrii, jak i sojusznicza mu Rosja, zaprzeczają, jakoby użyto broni chemicznej.

Właśnie w tych chwilach światowy pokój dosłownie wisi na włosku. Wystarczy tylko, że atmosfera na linii USA – Rosja stanie się jeszcze bardziej gorąca, a dojdzie do niewyobrażalnie groźnego konfliktu. Istnieje bowiem bardzo realne zagrożenie, że kiedy Admirał Grigorowicz dotrze do syryjskiego akwenu i spotka tam amerykańskie niszczyciele, będziemy mieli powtórkę z kryzysu kubańskiego.

...

Zobacz również