Policjant, który był na miejscu skatowania legendarnego polskiego muzyka wyznał prawdę. Przedstawił bolesne szczegóły zbrodni

Policjant, który był na miejscu skatowania legendarnego polskiego muzyka wyznał prawdę. Przedstawił bolesne szczegóły zbrodni Źródło: youtube.com/tvrepublika

Robert Brylewski zmarł w wyjątkowo przykrych okolicznościach. Wielka osobistość polskiego rocka, która zmarła w czerwcu 2018 roku nie miała szans na przeżycie. Policjant, który przyjechał na zgłoszenie o pobiciu legendy polskiej estrady, postanowił wyznać, w jakim stanie był muzyk po ataku. Te szczegóły są wyjątkowo drastyczne.

Robert Brylewski, który został dotkliwie pobity w styczniu 2018 roku, przez dość długi czas walczył o życie. Niestety rany, jakie zadał mu mieszkaniec warszawskiej Pragi, okazały się zbyt dotkliwe i po pół roku muzyk zmarł. Policjant, który interweniował w spawie ataku, postanowił opowiedzieć o tym, w jakim stanie był wokalista Brygady Kryzys. Te słowa potrafią przyprawić o istne ciarki.

Robert Brylewski był brutalnie zaatakowany. Przerażająca relacja policjanta

Funkcjonariusz prawa z komendy na Pradze zrelacjonował, że takiego pobicia nie widział przez długie lata swojej służby. Okrucieństwo Tomasza J. względem legendy polskiej sceny było tak wielkie, że sam artysta nie był w stanie stanąć na nogi i nawiązywać normalnego kontaktu z interweniującą policją.

- Po wejściu na klatkę zauważyliśmy mężczyznę z obrażeniami głowy i twarzy. Trudno było nawiązać z nim kontakt. Sprawiał wrażenie, jakby był pod wpływem alkoholu, jednak nie był wyczuwalny od niego zapach alkoholu - relacjonował funkcjonariusz

Sam Brylewski nie był także w stanie wyjaśnić, co właściwie się stało, a nawet wskazać poprawnie miejsca swojego zamieszkania.

- On nie odpowiedział słownie, tylko wskazał palcem, że wyżej. To wyglądało, jakby mowa sprawiała mu trudności. Widać było, że jest słaby i z biegiem czasu coraz trudniej jest mu ustać na nogach - opowiada prasie anonimowy funkcjonariusz.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ


Tomasz J. był pod wpływem środków odurzających? Morderca muzyka nie przyznaje się do winy

Według zeznań policjanta morderca Brylewskiego przez cały czas interwencji zachowywał się bardzo nienaturalnie. Kiedy policjanci przyszli pod jego drzwi, mieli usłyszeć, że mają je "wyp***dolić, bo on inaczej nie wyjdzie". Sam J. nie chce przyznać się do winy i twierdzi, że bronił się przed atakami legendy polskiej sceny.

Dzisiaj grzeje: 1. Znany piosenkarz będzie miał dziecko z mężczyzną. Urodzi je surogatka. ''Jesteśmy w ciąży''
2. Kobiety nie wiedziały, że nagrywa je ukryta kamera. Nagranie pokazało, jak perfidnych rzeczy dopuszczały się na grobach

– Dążyłem do tego, by wejść do mieszkania, ale wtedy posypały się na mnie ciosy. Silne emocje, jakie wtedy miałem, zadziałały, zacząłem się bronić. Instynktownie dążyłem do tego, żeby każdy z tych ludzi usiadł i więcej mnie nie atakował. Bałem się, że to się rozwinie. Tak naprawdę dalej nie pamiętam, co się wydarzyło. Mam lukę w pamięci. Czułem się napadnięty, czułem się okradziony - mówił J.

Analiza laboratoryjna wykazała, że w krwi mordercy znajdowały się śladowe ilości kokainy. Nie jest to jednak okoliczność łagodząca i mieszkaniec Pragi może już nigdy nie odzyskać wolności.

Najlepsze newsy dnia:

  1. Zapukają do drzwi i nałożą karę. Poczta zmusiła do zapłaty już 9,5 tys. osób
  2. Legendarny milioner nie chciał płacić alimentów córce. Mówił, że nie jest jego, wyśmiewał ją i poniżał
  3. Kotlety schabowe z "niespodzianką" rozpieszczają podniebienia. Przepis jest niebywale łatwy
  4. Książę William przekazał królowej radosną nowinę. Media: Księżna Kate ponownie będzie mamą
  5. Największe piersi Polsatu znów na wolności. Gwiazda opala się topless, a fani szaleją na ten widok

Źródło:  Fakt

 

Następny artykuł