Nic tak nie łączy jak wspólne interesy. Właśnie dlatego, według Antoniego Macierewicza, Donald Tusk wraz z Władymirem Putinem, w ramach nielegalnej umowy i krwawego interesu, mieli zająć się operacją, której celem było usunięcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku. Szef MON nie poprzestaje na ogłaszaniu swoich hipotez – w wywiadzie dla Gazety Polskiej wyznał, że złożył do doniesienie do prokuratury na byłego premiera, obwiniając go za zdradę dyplomatyczną”.

Macierewicz w wywiadzie rozwinął swoją wersję wydarzeń. Mówił o umowie zawartej pomiędzy rosyjską FSB a Służbą Kontrwywiadu Wojskowego Rzeczypospolitej Polskiej. Oczywistym dla niego faktem jest to, że spotkanie, w którym wzięli udział szefowie polskich służb – generał Pytel i Nosek – odbyło się za wiedzą Donalda Tuska sprawującego bezpośredni nadzór nad ich zadaniami.

Następną częścią planu po rozbiciu Tupolewa miała być przeprowadzona na szeroką skalę dezinformacja. Macierewicz uważa, że za jej wykonaniem stała centrala w Moskwie, ponieważ politykom z Platformy Obywatelskiej, oskarżanym za udział w zabójstwie prezydenta, brakowało odpowiednich umiejętności. Mieli oni być jedynie wykonawcami poleceń z Kremla.

Osobistą odpowiedzialność powinien ponieść premier Tusk, który zawarł z Putinem nielegalną umowę na szkodę Polski. Powinien zostać ukarany – przekonywał Macierewicz i dodał:

Żadne stanowisko w organizacji polskiej czy unijnej nie zwalnia z odpowiedzialności za tak poważne przestępstwa jak te, o które jest podejrzewany Donald Tusk.

Minister nie widzi winy pilotów w katastrofie smoleńskiej, uważa iż „wpadli w zasadzkę”.

...

Zobacz również