Dzisiejsze przesłuchanie Marcina P. przed sejmową komisją było kluczowe w sprawie Amber Gold. Założyciel spółki odmówił odpowiedzi na wiele z pytań, ale samo to, o czym zgodził się mówić, wprawia w zdumienie. Do tej pory wydawało się, że nigdy nie dowiemy się, ile szef AG zarobił na aferze. Teraz jednak ta informacja wyszła na jaw i to dzięki… samemu zainteresowanemu!

Członkowie komisji chcieli poznać dokładny mechanizm działania spółki i sposób, w jaki Marcin P. zarabiał na niej. Świadek nie ukrywał, że Amber Gold miało 40 rachunków bankowych do obsługi rozliczeń. Do 2010 r. świadek prowadził księgowość samodzielnie.

P. nie chciał odpowiedzieć na pytanie o to, z czyich środków pokrywano koszty stałe w pierwszym okresie działalności spółki ani ile zakupiono złota.

Amber Gold składowało złoto, srebro i platynę – powiedział P., pytany o to, co składowała spółka.

W końcu pytania członków komisji zaczęły oscylować wokół majątku posiadanego przez świadka. Marek Suski dopytywał się o to, jaki jest obecny stan konta P.. Ten odpowiedział, iż wynosi on 600 zł.

W czasie świetności Amber Gold Marcin P. nie mógł narzekać na biedę. O to, ile zarobił dzięki spółce, zapytała świadka Andżelika Możdżanowska z PSL.

W OLT Express zero złotych, w Amber Gold nie pamiętam, w granicach 20 milionów złotych – powiedział P..

Jednocześnie świadek nie chciał wyjawić ile zarobiła jego żona. Posłanka PSL zadała mu jeszcze raz pytanie o kwotę, jakiej dorobił się na Amber Gold.

Powiedziałem, około 20 milionów złotych w ciągu całej działalności, nie wiem, czy pani jest głucha? – odparł świadek.

Jest pan bezczelny, wyprowadzam pana z równowagi, dlatego, że zadaję szczegółowe pytanie i pan jest tym poirytowany – odpowiedziała Możdżanowska.

źródło: Interia

...

Zobacz również