Jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek została zmuszona ogłosić upadłość. To wynik kryzysu zapoczątkowanego przez Wladimira Putina. Brudną robotę skończyli polscy urzędnicy.

Jest rok 2014. Wspierani przez rosyjską armię i służby specjalne separatyści ogłaszają odłączenie się Krymu od Ukrainy. To moment, który można symbolicznie uznać za początek wojny ukraińskiej.

Konsekwencje rozpoczęcia wojny były tragiczne nie tylko dla obywateli Ukrainy. Ucierpieli też polscy przedsiębiorcy. Wśród firm, które najbardziej odczuły ukraiński kryzys znalazł się Atlantic – znany producent bielizny.

Aż 60% swojej całkowitej sprzedaży Atlantic prowadził na Ukrainie. Nie trzeba chyba tłumaczyć, co dla firmy oznaczała wojna w tym kraju. Co więcej, w związku z nałożonymi na Rosję sankcjami Atlantic musiał wstrzymać swój eksport także tam.

Firma popadła w długi, aż w końcu została zmuszona ogłosić upadłość. Teraz pozostaje ustalić sposób, w jaki wszystko się odbędzie. Różnica pomiędzy likwidacją, a układem jest bowiem gigantyczna. W pierwszym przypadku firma po prostu zniknie, natomiast w drugim rozpoczęta zostanie restrukturyzacja.

W lipcu 2015 r. do X Wydziału Gospodarczego Sądu Rejonowego w Warszawie tymczasowy nadzorca sądowy Tycjan Saltarski złożył sprawozdanie, z którego wynikało, że Atlantic jest zadłużony na 83 miliony złotych. Pracownicy firmy są w szoku – z ich informacji wynika, że dług jest o 26 mln mniejszy. Prawnicy Atlantica postarali się o powołanie niezależnego biegłego, jednak sąd odrzucił ten wniosek po ledwie 10 minutach.

Pod koniec 2015 roku było już jasne, że Atlantic czeka likwidacja. Rok później Saltarski, który teraz jest syndykiem zanotował w sporządzonej liście wierzytelności, że wysokość długu wynosi…. 57 milionów. A więc dokładnie tyle, ile wcześniej mówili prawnicy Atlantica!

Zdaniem sądu, takie rozbieżności są normalne.

– Nie wszyscy wierzyciele zgłaszają do postępowania upadłościowego swoje wierzytelności, zatem suma listy wierzytelności nie jest tożsama z zapisami w księgach. Ponadto część zgłoszonych wierzytelności z różnych względów nie została uznana – dodaje Saltarski.

Zupełnie inne zdanie ma prezes spółki, Wojciech Morawski.

– Lista wierzycieli i ich długów sporządzona przez nas w 2015 r., i przez syndyka rok później, jest tożsama. Pytanie, skąd wziął kwoty, które przedstawił sądowi w 2015 r. – mówi.

 

...

Zobacz również