Andrzej Duda pojechał do USA, by tam spotkać się z prezydentem Donaldem Trumpem. To pierwsza oficjalna wizyta obecnego prezydenta w Białym Domu. W Polsce głośno jest na właściwie każdy temat związany z delegacją, najmniej jednak mówi się o tym, co jest najważniejsze. Czy wizyta głowy państwa polskiego w Stanach to festiwal wpadek, czy jednak… wielki sukces?

Andrzej Duda po raz pierwszy odwiedza Stany Zjednoczone z oficjalną wizytą międzypaństwową. Nie jest tak wszakże po raz pierwszy w czasie trwania swojej prezydentury. Prezydent RP zdążył już USA odwiedzić w związku ze szczytem ONZ, odwiedzał także Jersey City w czasie głośnego konfliktu dotyczącego znajdującego się tam pomnika ofiar katyńskich.

Wizyta jednak wizycie nie równa. Teraz po raz pierwszy Andrzej Duda został zaproszony do Białego Domu, spotkał się z prezydentem USA Donaldem Trumpem, obaj wspólnie podpisali istotne dokumenty. Takie wizyty mają zupełnie inny wymiar, dlatego mówią o nich wszystkie media krajów ojczystych polityków, a często także media na całym świecie.

Andrzej Duda w USA. Festiwal wpadek?

W Polsce najgłośniej jest oczywiście o… wpadkach polskiego prezydenta. Jest to naturalne, bowiem tego typu wizyty prawie nigdy nie obywają się bez większych lub mniejszych pomyłek. Czasami błędy są poważne, związane z rażącym naruszeniem etykiety, czasami są małe, ale świadczące o klasie danego polityka.

Andrzej Duda pierwszą wpadkę zaliczył już przy powitaniu go przed amerykańską parę prezydencką na schodach Białego Domu. Miał się ustawić do zdjęcia, nerwowo zakręcił się w kółko, zaplątał się zupełnie, nie wiedząc, w którą stronę ma iść.

Druga, znacznie poważniejsza wpadka, jaką zaliczył prezydent RP, miała miejsce podczas podpisywania dokumentu o dalszej współpracy między USA a Polską. I w tym momencie spekulacjom już nie ma końca. Kto nie kojarzy wydarzenia – spieszę z opisem.

Prezydent Donald Trump – siedząc w fotelu przy prezydenckim biurku – podpisał dokument. Następnie przekazał go polskiej głowie państwa. Andrzej Duda – stojąc przy biurku – nachylił się do niego, by podpisać papier. Zdjęcie z tego wydarzenia natychmiast obiegło wszystkie polskie media. Niektórzy zestawiali je ze zdjęciem Trumpa i Kim Dzong Una. Lech Wałęsa zestawił je ze swoim zdjęciem z Trumpem, który nachylał się nad nim, podczas gdy dawny przywódca „S” siedział wygodnie w fotelu.

Część dziennikarzy spekuluje, że Duda się niepotrzebnie pospieszył. Trump zwolniłby mu miejsce w fotelu, a Polak wówczas zasiadłby i podpisał dokument. Inne media mówią, że to celowe poniżenie Polski w USA. W ten sposób dokument podpisuje „państwo klienckie”.

Jak było naprawdę?

Prawda jest zupełnie inna. A ponieważ wychodzę z założenia, że tylko prawda jest ciekawa, uważam, że warto o tym wspomnieć. Kiedy polityk, przywódca, lider przyjeżdża do USA na zaproszenie amerykańskiego prezydenta, wówczas często dochodzi do podpisania wspólnych dokumentów czy deklaracji. I, choć trudno w to uwierzyć, tradycja i zwyczaj amerykański jest taki, że wówczas prezydent robi to siedząc przy swoim biurku, a jego gość robi to na stojąco obok.

Zupełnie inaczej jest, gdy prezydent USA spotyka się z przywódcą innego państwa goszcząc u niego lub na terenie neutralnym. Wówczas stosuje się zasady odpowiednio tego państwa lub wcześniej ustalone dla danego wydarzenia.

Dlatego Kim spotkawszy się z Trumpem w Singapurze siedział ramię w ramię przy długim stole. Dlatego Trump z Dudą w Polsce podpisywaliby (bo nie pamiętam, czy coś podpisywali) siedząc przy jednym stole ramię w ramię. Bo taki zwyczaj panuje nad Wisłą.

Czy wizyta Dudy w USA to jednak wielki sukces?

 

I to jest pytanie, na które prawdopodobnie nikt nie potrafi trafnie odpowiedzieć. Oczywiście zaraz pojawią się głosy dziennikarzy i ekspertów, którzy 3 minuty po starcie samolotu Dudy w drogę z USA do Polski będą chcieli oceniać tę wizytę. Ja się tego nie podejmę.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

Andrzej Duda rządzi już trzy lata. Te MEMY najlepiej podsumowują ten okres!

Zamierzam poruszyć tylko jeden aspekt wizyty, który znaczenie ma przeogromne, chociaż na pierwszy rzut oka może wydawać się inaczej. Otóż przyszły takie dziwne czasy, kiedy robienie polityki ma wyjątkowo wiele wspólnego z… marketingiem. Oczywiście marketing i PR to nie wszystko, bo nawet najpiękniejsze przemówienia i najwspanialsze gesty nie zapewniają bezpieczeństwa granic i stabilności energetycznej. Ale mogą w tym pomóc.

Andrzej Duda, będąc w Stanach Zjednoczonych, wykazał się wyjątkowym zmysłem właśnie PR-owym. Chociaż w podpisanej deklaracji nie ma mowy o stałych bazach amerykańskich w Polsce i żaden z polityków nie powiedział, że będą, to wszystkie media na całym świecie nie mówią o niczym innym.

Media anglojęzyczne, niemieckie, francuskie na wszelkie sposoby mówią o… „Fort Trump”. I wszyscy powtarzają to samo: to zapowiedź stałych baz USA w Polsce. Prezydent Duda powiedział o tym żartem, a na anglojęzycznym Twitterze „Fort Trump” było przez pewien czas najczęściej padającą frazą.

Tak jak wizyta Trumpa w Polsce nie wiązała się z żadnymi kluczowymi decyzjami, a miała niezwykły wymiar symboliczny, podobnie i teraz. Czy to znaczy, że bazy powstaną? Nie wiadomo tego z całą pewnością. Ale fakt, że Duda zadeklarował gotowość wyłożenia na to kasy przez Polskę oraz zaproponowanie nazwy takiej bazy, a przede wszystkim to, że obecnie mówią o tym wszyscy na całym świecie – to ma duże znaczenie.

Teraz tylko trzeba… tego nie zepsuć.

Jan Odyniec

Redaktor portalu Pikio.pl, szef działu Opinie, absolwent historii na Uniwersytecie Warszawskim. Światopoglądowy konserwatysta, umiarkowany anarchista, zwolennik Społecznej Nauki Kościoła. Katolik i mąż.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Guziewska: Pewna przykra amputacja
  2. Chudolińska: Pani Martyno – pracuję dla pieniędzy
  3. Pilecki: Konwencja PiS, czyli jak zniekształca się pojęcie wolności
  4. Odyniec: Słupki się nie sumują. O manipulacji sondażami

Agata Duda ma swoje sekrety. 10 faktów z jej życia, którymi się nie chwali [ZDJĘCIA]

Zobacz również