Pielęgniarka wykrztusiła z siebie tylko "zobacz, co to". Noworodek został skrzywdzony do końca życia

Pielęgniarka wykrztusiła z siebie tylko "zobacz, co to". Noworodek został skrzywdzony do końca życia Źródło: unsplash.com/Ignacio Campo/

Noworodek, który urodził się w starachowickim szpitalu, szybko stał się sensacją na sali porodowej. Pielęgniarki nie wiedziały, co z nim zrobić i co mu dolegało, a mama została o wszystkim poinformowana po czasie. Nie było jej dane nawet usłyszeć pierwszego krzyku swojego syna.

Noworodek będzie skazany na wizyty u lekarzy specjalistów już do końca życia. Jego mamie data narodzin wcale nie będzie przypominała o wyjątkowo szczęśliwym wydarzeniu - teraz to data rodzinnej tragedii. Zdrowe dziecko zostało kaleką.

Dziecko nie przyszło na świat w terminie. Konieczna była wizyta w szpitalu

Zuzanna Plewińska miała urodzić swojego wyczekiwanego synka 22 maja 2015 roku. Dziecko nie przyszło na świat w terminie, dlatego zgłosiła się do szpitala w Starachowicach w celu przeprowadzenia kontroli i najpewniej cesarskiego cięcia. Mama dziecka wspomina, że nie podano jej niczego na wywołanie porodu, dostała jedynie zastrzyk przeciwbólowy, ponieważ uskarżała się na ból kręgosłupa.

Po kolejnych badaniach było tylko gorzej - lekarz zdecydowanie kazał jej czekać na moment porodu. Miała się kąpać co 15 minut, było jej zimno i wszystko ją bolało. O swoich dolegliwościach opowiedziała dopiero nad ranem, podczas obchodu. Wcześniej nikt się nią nie interesował. W końcu, w samo południe, została przewieziona na salę porodową.

Noworodek urodził się siny. Dopiero później stwierdzono u niego szereg nieprawidłowości

- Pielęgniarka z położną zamiast mnie poinstruować, co mam robić, bo był to mój pierwszy poród, tylko patrzyły się na siebie i pokrzykiwały na mnie. Cały czas mnie strofowały i mówiły, że wszystko robię źle. Rodziłam na stojąco na łóżku i one widziały, że główka dziecka nie może wyjść - wspomina z bólem Zuzanna Plewińska.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

Po 2,5 godzinie położna powiedziała lekarzowi, że jest zmęczona i chce pójść do domu. Ten zadecydował o cesarskim cięciu, ale wcale do tego nie doszło. Za to na sali pojawiła się nieznana przyszłej mamie kobieta, która położyła jej się na brzuchu wraz z położną. Próbowały wręcz "wycisnąć" dziecko - nie przynosiło to jednak efektu.

- Po kolejnych próbach syn wyszedł ze mnie cały siny, a jedna położna powiedziała do drugiej "zobacz, co to". Od razu go zabrały - gorzko opisuje pani Zuzanna.

Dzisiaj grzeje: 1. Z OSTATNIEJ CHWILI: Nie żyje Jan Szyszko. Znamy nieoficjalną przyczynę śmierci
2. Smutne informacje o mamie brutalnie zamordowanej 10-letniej Kristiny. Nie jest dobrze

Pielęgniarka dopiero po czasie poinformowała mamę, że syn miał wzmożone napięcie mięśniowe i niedotlenienie. Dopiero później rozpoznano u niego porażenie mózgowe, brak prawidłowego rozwoju fizjologicznego, padaczkę oraz niedowład spastyczny czterokończynowy. Do końca życia będzie musiał korzystać z pomocy specjalistów i nie będzie samodzielny. W łonie rozwijał się wręcz wzorcowo. W takiej sytuacji sprawa została skierowana do sądu - pierwsza rozprawa przeciwko lekarzowi rezydentowi, który miał nadzorować poród pani Zuzanny, odbędzie się 16 października.

Najlepsze newsy dnia:

  1. PRZERAŻAJĄCA prawda o emeryturach. Nie utrzymasz nawet mieszkania
  2. Została zgwałcona przez brata, gdy miała 14 lat. Ostateczny cios wymierzyli jej jednak rodzice
  3. 40 osób nie żyje, głównie kobiety i dzieci, kolejnych 12 jest rannych. Koszmar na ślubie
  4. Przepis na idealny kotlet schabowy jurorki MasterChefa. Dzięki niemu odkryjesz zupełnie nowy wymiar klasycznego dania, niebo w gębie
  5. W ciągu 16 lat poroniła 18 razy. Za 19 razem lekarzem odkryli rzecz, która na zawsze zmieniła jej życie

Źródło: Echo Dnia

Następny artykuł