W swoim artykule o ostatnim kongresie PiS, „Rzeczpospolita” określa J. Kaczyńskiego „wodzem”. Ja nazwałbym go „naczelnikiem”. Mieliśmy już w II RP naczelnika państwa. Warto jednak zauważyć, że Kaczyński młody nie jest, a wkrótce po śmierci Piłsudskiego Polska upadła, wobec braku elit zdolnych do obrony naszej suwerenności.

Najczęściej w przypadku upadku II RP zwraca się uwagę na to, że zostaliśmy zdradziecko napadnięci z dwóch stron i zdradzeni przez naszych sojuszników. To prawda. Ale prawdą jest też to, że do śmierci Piłsudskiego, był on otaczany wielkim kultem, a zapomniano o myśleniu w przyszłość, o budowaniu elit przywódczych. Mieliśmy rządy silnej osobowości, a kiedy wodza zabrakło, pierwszy atak nieprzyjaciela zakończył się klęską Polski.

Analizując postawy i działania PiS, można dojść do wniosku, że idziemy podobną drogą. Jest jeden wódz, otaczany nieograniczonym kultem, ale wokół niego nie widać ludzi, którzy samodzielnie daliby sobie radę co najmniej tak samo dobrze, jak on. Coraz bardziej brakuje też samokrytycyzmu. Jeżeli byli ludzie zdolni do wewnętrznej krytyki środowiska, to zostali już wyrzuceni, albo sami się odłączyli, bądź też zamilkli, aby zyskać korzyści związane ze sprawowaniem władzy w państwie. Bardzo ciekawe jest to, że zaraz po otrzymaniu nominacji ministerialnych przez swoich liderów, dwie pozostałe partie Zjednoczonej Prawicy zwinęły sztandary i schowały się pod skrzydłami formacji Jarosława Kaczyńskiego.

„Rzeczpospolita” we wspomnianym artykule cały akapit poświęca też środowisku Marka Jurka. – Co ciekawe, w warszawskiej hali Expo zabrakło byłego marszałka Sejmu Marka Jurka, który po wygranych wyborach wydaje się być realnie już poza prawicowym sojuszem – czytamy w tekście. Gazeta wydaje się być zaskoczona, że Marka Jurka na kongresie PiS zabrakło, choć w kolejnych zdaniach przytacza fakty, które pokazują, że zaskoczeniem byłoby raczej jego pojawienie się tam. – Jurek w przeciwieństwie do innych liderów prawicy wydaje się nie wierzyć aż tak w nieomylność Kaczyńskiego, czemu dał wyraz choćby w niedawnej uchwale władz swojej małej partii – pisze „Rz”. Zabawne jest to, że tylko w kontekście partii Marka Jurka podaje przymiotnik oceniający wielkość formacji, a w odniesieniu do formacji Ziobry i Gowina już nie precyzuje, jak duże to ugrupowania, choć ludzie dobrze zorientowani w działalności struktur partyjnych w Polsce wiedzą, że obecnie, po wejściu do namiotu PiS, siła ich struktur jest co najwyżej porównywalna z partią Jurka i nie ma na to wpływu fakt, że mają o kilkoro posłów więcej. Zresztą często w Polsce siła struktur partyjnych nie idzie w parze z ilością parlamentarzystów. Partie „duże” górują nad „małymi” głównie finansowo,  czy ilością rozpoznawalnych działaczy.

Czy III/IV RP skończy tak samo, jak II RP? Zobaczymy. Oby w miejsce bezrozumnej jednomyślności pojawiła się w gronie osób sprawujących władzę gotowość do konstruktywnych działań na rzecz dobra wspólnego ponad podziałami partyjnymi.

...

Zobacz również