O tej sprawie donosiliśmy w ubiegłym tygodniu. Kilka dni temu bowiem Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło przetarg na nietypowe gadżety. Szef resortu zlecił bowiem wykonanie tysiąca „długopisów taktycznych” za 83 tys. złotych. Wychodzi jednak na to, że Macierewicz bije się w pierś i odchodzi od pomysłu.

Przypominamy, że w ubiegły piątek Ministerstwo Obrony Narodowej zamówiło 1000 sztuk tzw. długopisów taktycznych. Te miały spełniać masę różnych wymogów. Wśród nich były m.in. możliwość pisania w temperaturach od -37 do 120 stopni Celsjusza, wykonanie z aluminium lotniczego, uzbrojenie w nóż, latarkę LED i zbijak do szyb.

Po tym, jak sprawa zyskała rozgłosu, resort Macierewicza spotkał się z potężną krytyką. Media wytykały MON rozrzutność, a także bezmyślność – długopisy miały bowiem być materiałem promocyjnym, ale słabo sprawdziłyby się w tej roli. Wszystko przez to, że wyposażone w nóż były automatycznie bronią białą, do której posiadania trzeba specjalnego pozwolenia.

MON uległo w końcu pod naporem krytyki, jaka na niego spłynęła. Resort oświadczył, że wycofuje się z kontrowersyjnego zamówienia. Tym samym marzenia o uzbrojeniu resortu w gadżety jak z Bonda pozostaną jedynie marzeniami.

 – Dziękujemy za interwencje w sprawie długopisowych gadżetów, w sposób oczywisty nie spełniających roli promocyjnej MON i zbyt drogich. Zamówienie zostało wycofane – podaje Katarzyna Jakubowska z MON.

pt

...

Zobacz również