Na spotkaniu, którego celem było podpisanie Deklaracji Rzymskiej, Beata Szydło zdecydowanie rzucała się w oczy. Wybrała bowiem kostium damski, którego góra była w kolorze żółtym. Szkoda jednak, że premier nie zapoznała się wcześniej z symboliką tej barwy we Włoszech, gdyż pomogłoby jej to uniknąć wizerunkowej wpadki.

Na Szydło w Rzymie uwagę zwrócił każdy. Powodów było kilka i jak się okazuje, to wcale nie ostatnia afera związana z wyborami przewodniczącego Rady Europejskiej był tym najistotniejszym. Wzrok zebranych przyciągnął bowiem jasny, nietypowy dla dyplomatycznych wystąpień kolor ubrania premier. Teraz wiadomo już, że nie było to raczej związane z pozytywnymi wrażeniami towarzyszących Szydło polityków.

Wszystko to przez fakt, że premier nie zapoznała się z symboliką kolorów we Włoszech. Oczywiście, że prawie nikt by się tym nie przejmował przy doborze strojów. Trzeba jednak przyznać, że Szydło podjęła wyjątkowo pechową decyzję.

„Teolodzy przypisywali tej barwie wartości pozytywne. Mimo to od XII wieku zaczęto wiązać ją ze zdradą i fałszem. Dlatego też w malarstwie postać Judasza przedstawiano w żółtych szatach. Ponadto kolor ten uznano za barwę wrogości, złych zamiarów i bezwstydu. Z tego powodu przypisano go kurtyzanom (we Włoszech w czasach renesansu kazano im nosić żółte znaki na ubraniu)” – przeczytać można nawet w Wikipedii. Dlatego właśnie coraz większa liczba internautów zaczyna jeszcze bardziej żartować z polskiej szefowej rządu.

Do dziś włoskie  kobiety tradycyjnie unikają tego odcienia koloru żółtego. Ubrania właśnie tej barwy przez lata nosiły włoskie prostytutki i był to ich znak rozpoznawczy. Pani premier mogła tego nie wiedzieć, ale osoba odpowiedzialna w sztabie za wizurunek powinna ją poinformować.

Nie należy raczej spodziewać się komentarza Beaty Szydło dotyczącego całej sytuacji. Można jednak stwierdzić, że pewnie wyciągnie z tej wpadki wnioski na przyszłość i dokładnie będzie weryfikować swe wizerunkowe wybory.

 

...

Zobacz również