Koszmar podczas promocji w polskim sklepie. Chodzi o martwe dzieci

Koszmar podczas promocji w polskim sklepie. Chodzi o martwe dzieci Źródło: fot.youtube.com/Bangkok Famouz

Lidl, jak też wiele innych sklepów po świętach zmagają się z prawdziwą plagą. Okazuje się, że Polacy szukający sposobu na zwrot niechcianych świątecznych prezentów sięgają po prawdziwie drastyczne sposoby. Konsumenci decydują się nawet na użycie argumentu z martwymi dziećmi.

Lidl, Biedronka, Kaufland oraz wiele innych sieci sklepów w całej Polsce miały przed świętami wielkie promocje, które miały zachęcić konsumentów do zrobienia zakupów. Po całym tym świątecznym zamieszaniu część z nich zaczęła wracać do marketów. Powodem ich wizyt nie są jednak zakupy, a dokonanie zwrotu niechcianego prezentu. Argumenty kupujących bywają czasem bardzo kuriozalne i dramatyczne. Dotyczą m.in. zabitych dzieci.

Lidl i inne sklepy w głębokim szoku. Klienci szukają absurdalnych argumentów do zwrotu towaru.

Pracownicy warszawskich sklepów w rozmowie z portalem na temat postanowili podzielić się swoimi historiami traktowania przez klientów po świętach. – W sklepie dla kobiet w ciąży nie było możliwości zwrotu. Dostawałam mnóstwo telefonów od mężczyzn, mówiących o tym, że chcą zwrócić ubrania, ponieważ ich żony poroniły. Jestem dość mocno empatyczną osobą, czułam się źle, z tym że nie mogę zwrócić tych ubrań. Moja przełożona wyjaśniła mi jednak, że taki perfidny trik wykorzystuje wiele par. Podobnych telefonów dostawaliśmy po kilka w miesiącu - opowiedziała portalowi jedna z pracownic warszawskiego sklepu odzieżowego.

Jakie jeszcze są triki roszczeniowej klienteli?

Oprócz argumentu dotyczącego rzekomych "martwych dzieci", klienci bardzo często sięgają po argument ekonomiczny przychodząc do sklepu z informacją, że na przedświątecznej promocji kupili towar w cenie wyższej, niż jest on obecnie dostępny.



DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ – Ludzie przychodzili również z pretensjami, że skoro po świętach cena jest niższa, to teraz powinniśmy im te pieniądze zwrócić. Uważali się za oszukanych. Próbowałam im to wytłumaczyć na przykładzie promocji kawy albo herbaty w dyskoncie – coś jest w pewnym czasie przecenione, a coś nie. Czasem działało. Kiedyś przyszła do nas pani, która chciała zwrócić buty, ponieważ były niewygodne. Kiedy wyjaśniłam jej, że nie możemy ich przyjąć, zaczęła krzyczeć - mówi Paulina, pracownica centrum handlowego w rozmowie z portalem. Według pracowników, Polacy bardzo często nie rozumieją, że towar, który ma podlec zwrotowi ma być metkowany oraz wrócić do sklepu w stanie, w jakim był poprzednio. – Ludzie chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że rzeczy ze zwrotów nie idą na straty, tylko wracają do sprzedaży – muszą być w takim stanie, by ktoś chciał je kupić. Sprzedawcy zazwyczaj nie mają jednak zbyt dużego pola manewru, nie przyjmuje się wyłącznie wyraźnie używanych lub zniszczonych rzeczy. Ludzie często ściemniają, że dana rzecz miała pewne wady już w dniu zakupu, była brudna lub pozbawiona metek. - skwitowała sprzedawczyni. ZOBACZ TAKŻE: 
  1. Kinga Rusin przerażona. Życie jej córki zagrożone
  2. Zenek przerywa milczenie ws. syna! Podjął ostateczne kroki
  3. Służba Ochrony Państwa nie zdała egzaminu? Ten film tego dowodzi
  4. Na co choruje Katarzyna Dowbor? Gwiazda opowiedziała o swoim dramacie
  5. Ile zarabia Kinga Rusin? Zarobki są naprawdę imponujące
Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News