Jest rok 2014. Całym krajem wstrząsa afera taśmowa a rządząca koalicja PO-PSL kończy swoją prosperity z kretesem. Jako 19-letnia, cierpiąca na dziecięcy neoliberalizm studentka ekonomii pomyślałam sobie: nic dziwnego, doszło do zbrodni. Minister spraw wewnętrznych, urzędnik państwowy, roztrwania wyciągane nam siłą z kieszeni pieniądze i zalepia nimi dziurę budżetową, którą sam wywiercił.

Afera pomogła mi uporządkować wyobrażenia na temat kierunków, w jakich odpływały elektoraty przed wyborami 2015 roku. Negocjacje Sienkiewicza i Belki kładłam na tej samej szali co kradzież OFE. Po drugiej stronie ulokowałam okraszone bogoojczyźnianą retoryką 500 plus i bez większego zdziwienia, 25 października oglądałam mieniące się na srebrnym ekranie słupki. Złodzieje przegrali, a małomiasteczkowi kretyni dali się przekupić, myślałam.

Kiedy patrzę na siebie z dzisiejszej perspektywy to doskonale rozumiem dlaczego tak właśnie się stało.

500 plus jako oblany test moralny

Wiecie, nabijanie się z osób, żyjących w biedzie tak skrajnej, że oddalonej od względnie godnego życia o zaledwie 500 złotych to skurwysyństwo. Każdemu, kto to robi, radzę przyjrzeć się własnej biografii i zastanowić, gdzie byłby rodząc się w tych samych warunkach ekonomicznych co beneficjenci 500 plus.

Uczy się nas, że do wszystkiego dojść można mityczną, ciężką pracą. Oczywiście, nie neguję tego założenia w pełni i na miarę własnych możliwości realizuję je. Sugerowanie jednak, iż własne zacięcie jest jedynym czynnikiem determinujących nasz aktualny byt to absurd jakich mało. Ludzie nie dostają w spadku po rodzicach tylko firm i majątku, ale i kapitał kulturowy. Zastanówcie się przez chwilę, czy wasi rodzice byli obecni w waszych domach, czy też warunki ekonomiczne nie zmuszały ich do pracy na dwa etaty lub nie popychały w stronę nałogów? Wysłali was do szkoły publicznej czy prywatnej? Opłacali wasze studia lub pomagali wam się na nich utrzymywać? Wychowywano was w przekonaniu, że powinniście je skończyć, czy też nigdy na nie nie iść?

Wybaczcie, ale do furii doprowadzają mnie rozprawy nad “wspieraniem patologicznych rodzin wielodzietnych” prowadzone przez utrzymywanych przez rodziców studenciaków, nieznających życia w praktyce pracowników uczelni czy onanizujących się własnym zasobem słownictwa dziennikarzy. Na przykład tych, którzy napisali kiedyś o “najeździe Hunów nad Bałtyk”.

Myślę, że wyborców PiS nie pociągała w 500 plus gotówka. Spodobała im się szansa na otrzymanie podmiotowości. W KOŃCU. W aferze taśmowej nie rozsierdziła ich jedynie jakaś enigmatyczna dziura budżetowa, która również na mnie nie robi wrażenia, ale te zapisy, które “Wprost” opublikował już w 2015 roku. Cholerne ośmiorniczki i bieda za 6 tysięcy złotych. Ci wszyscy żyjący w tragicznych warunkach ludzie mogli w jednej chwili uświadomić sobie dystans między własną sytuacją a tą, w jakiej znajdują się ludzie decydujący o ich losie. I to nie jest tak, że słuchacz taśm mógł pomyśleć o ośmiorniczkach, jako czymś, do czego dosięgnie, jeśli będzie wystarczająco ciężko pracował. Też tak o tym nie myślę. Nie rozumiem, jak pracując na pełen etat mogłabym zająć się kampanią wyborczą?

Wyborcy PiS odrzucili więc oderwane od rzeczywistości elity, imitujące politykę socjalną jakimiś tajemniczymi programami wsparcia i dofinansowaniami. Chcieli mieć pieniądze, którymi będą mogli godnie rozporządzać, nie tłumaczyć nikomu co z nimi robią i dlaczego zamiast tego nie pracują na dwóch etatach w sklepie spożywczym. Chciałabym zobaczyć tych wszystkich polityków PO, zostawiających współmałżonka z gromadką dzieci, pracujących 8 godzin na budowie za 2000 złotych, najlepiej naprzeciwko billboardu z napisem “załóż firmę!” albo “weź kredyt”. Najlepiej, gdyby towarzyszył im Tomasz Lis i pouczał, jak zaoszczędzić pieniądze, by w wakacje wybrać się nad Bałtyk.

To nie tak, że nie dostrzegam roli, jaką w kampanii PiS-u odegrały inne czynniki. Wykreowanie figury uchodźcy, jako zagrożenia, przed którym partia będzie bronić obywateli jest zabiegiem wręcz podręcznikowym. Również redefinicja narodu, konserwatyzm, odwoływanie się do tradycji i budowanie własnego poparcia na zasadzie opozycji (w tym przypadku wobec PO), te wszystkie cechy odnaleźć możemy w książkach o populizmie. Mam jednak wrażenie, że to właśnie wątek klasowy najmocniej umyka wszelkiej maści publicystom i to do pochylenia się nad nim gorąco zachęcam. Bo wierzcie mi lub nie, świat nie zaczyna się i nie kończy na Warszawie a problemy wyborców PiS mogą nawet nie znajdować się w obrębie waszych wyobrażeń.

Michalina Kobla: Kierowniczka zmiany w newsroomie i dziale wideo Pikio.pl. Prywatnie socjaldemokratka o lewicowych poglądach.

Chcesz coś nagłośnić? Wiesz o bulwersującej sytuacji, która wymaga zainteresowania mediów? Wyślij maila na adres: naglasniamy@pikio.pl. Na pewno przyjrzymy się Twojej sprawie.

Zobacz także:

  1. Pilecki: klasizm na lewicy
  2. Zaborowski: Dlaczego warto szczepić dzieci
  3. Wieczorek: Kobieta na krańcu Europy. O wakacyjnym feminizmie

Dzieci Wałęsy: Na kogo wyrosły i co osiągnęły [ZDJĘCIA]

Internauci wyśmiewają zmiany w sądownictwie. Nie szczypią się! [MEMY]

Zobacz również