Służbom opadły szczęki. Odkryto, co się działo w Kancelarii Premiera

Służbom opadły szczęki. Odkryto, co się działo w Kancelarii Premiera Źródło: fot. flickr.com

Wizyta służb, przez którą przeszła niedawno Kancelaria Premiera, zaszokowała urzędników z Najwyższej Izby Kontroli. Rutynowa akcja NIK przerodziła się w prawdziwy szok i kolejny rozdział afery związanej z astronomicznymi wydatkami resortów pod rządami Zjednoczonej Prawicy.

Po okresie euforii spowodowanej sukcesem programu 500 Plus i spełnianiem obietnic wyborczych i zdecydowanych akcji przeciw opozycji nadeszły dla PiS chude dni. Kolejne kompromitacje rządu i wyjście na jaw gigantycznych wydatków MON czy Beaty Szydło zwróciły przeciw partii sporą część jej elektoratu. Jarosław Kaczyński próbował co prawda ratować sytuację, wydając rozkaz swojej ekipie do obniżenia pensji i diet posłów i senatorów, lecz na niewiele się to zdało. Poparcie słabnie, a kolejne finansowe odkrycia parlamentarzystów nie pomagają w jego nareperowaniu. Teraz kolejny cios w ekipę rządzącą niespodziewanie nadszedł ze strony instytucji państwowej. Służby odkryły gigantyczne marnotrawstwo w siedzibie Prezesa Rady Ministrów.

Kancelaria Premiera mistrzynią niepotrzebnych wydatków

Niedawno w Kancelarii Premiera odbyta została coroczna kontrola ze strony Najwyższej Izby Kontroli. Urzędnicy pod przewodnictwem Krzysztof Kwiatkowskiego przyjrzeli się wydatkom KPRM na transport. Jak się okazało, zeszłoroczne przejazdy szefowej rządu i jej podwładnych kosztowały siedmiokrotnie więcej niż w roku poprzednim. Co ciekawe, pomimo wyższych kosztów limuzyny KPRM przejechały mniej. Krótsze o 130 tys kilometrów wycieczki Szydło kosztowały o 2,2 mln złotych więcej. Łączny koszt "usług transportu samochodowego" wyniósł niemal 9 mln złotych. Tajemniczy skok daje nam prawo podejrzewać, że spora część tej kwoty została zmarnowana lub w inny sposób sprzeniewierzona. Zdaniem NIK tłumaczeniem nie może być nawet drożejące (także z winy rządu) paliwo. Jak wynika z analizy zebranych informacji, notabli taniej byłoby wozić taksówkami, które za kilometr liczą sobie aż siedmiokrotnie mniej niż rządowi kierowcy. Za rządów Beaty Szydło państwo płaciło aż 28 złotych za jeden przejechany przez nią kilometr. - Jak duże rozbieżności w kosztach podobnych usług transportowych, nawet przy uwzględnieniu specyficznych – niemożliwych do spełnienia w ramach usług taxi – wymagań dla niektórych przewozów, powinny skłaniać kancelarię do dalszego optymalizowania kosztów transportu - brzmi fragment raportu NIK. Chcesz coś nagłośnić? Wiesz o bulwersującej sytuacji, która wymaga zainteresowania mediów? Wyślij maila na adres: naglasniamy@pikio.pl. Na pewno przyjrzymy się Twojej sprawie.
ZOBACZ TAKŻE:
  1. Wstrząsająca historia Kaczyńskiego z przeszłości. Ledwo przeżył
  2. Dzieje się! Nieoczekiwana DYMISJA w rządzie PiS
  3. Chcą rozszarpać Jakiego! Publicznie upokorzył ofiarę smoleńską
  źródło: innpoland.pl Następny artykuł