Pani Zofia i jej córka, Gosia muszą się zmierzyć z tragedią jaka je spotkała. Niestety, nie mogą one liczyć na zrozumienie i empatię ze strony ludzi.

26-letnia Gosia z powodu krwiaka mózgu i trepanacji czaszki, powstałych w wyniku wypadku jest osobą niepełnosprawną intelektualnie. Młoda kobieta posługuje się pojedynczymi słowami, samodzielnie porusza się jedynie po znanych jej rejonach.

Jak co roku w listopadzie poszła na cmentarz odwiedzić grób ojca. Tam została zgwałcona przez człowieka, który był jej i jej rodzinie znany. Był to dużo starszy hydraulik z sąsiedniej wioski, który zakładał kobietom w domu centralne ogrzewanie. Znał sytuację Gosi a mimo to brutalnie to wykorzystał.

Kiedy sprawa wyszła na jaw i została zgłoszona organom ścigania życie pani Zofi i jej rodziny zmieniło się w koszmar. Mężczyzna zaczął prześladować a nawet grozić kolejnym gwałtem drugiej,  15-letniej córce.

 – Zaszedł jej drogę i powiedział: „powiedz swojej starej k****e, że niedługo będzie potrójną babcią. Nie tylko dziecka Gośki”. To mnie zmobilizowało, bym zawiadomiła policję. Nie widziałam innego wyjścia, bo zaczęło robić się niebezpiecznie. – mówi.

Niestety, mężczyzna pomimo przyznania się do winy, oraz podjętych wszelkich koniecznych działań ze strony pokrzywdzonych, nadal chodzi na wolności i zastrasza rodzinę. Wymiar sprawiedliwości zdawał się nie być zainteresowany całym zdarzeniem. Sprawą zainteresowały się za to media. Obecnie sprawę prowadzi Prokuratura Okręgowa w Zamościu. Zebrała już 80 zeznań, ale podejrzanego przesłucha dopiero na końcu.

 – Byłyśmy bezradne, bo policja nie chciała aresztować Heńka, a on straszył, że zgwałci moje pozostałe córki i podpali nasz dom – mówi matka dziewczyny.

Jak się okazuje, nie tylko gwałciciel uważa się za bezkarnego. Lokalna społeczność postanowiła stanąć po stronie sprawcy, a ofiarę i jej bliskich skazać na ostracyzm.

 – Całkiem niedawno jechałyśmy z Gosią autobusem. Jakiś mężczyzna podszedł do nas i powiedział: „Chodź Gośka, dam ci stówkę i cię wy*****”. To jest nie do opowiedzenia. I nie do przeżycia. Nie wiem, co mamy robić. – mówi zrozpaczona pani Zofia – Podczas kazania w niedzielę, ksiądz powiedział, że jesteśmy patologią, szargamy imię naszej parafii, a jak się ma dzieci chore, to trzyma się je w klatce. Głośno rzucił naszym nazwiskiem. Rozpłakałam się i wyszłam.

Tragiczna sytuacja odbiła się na całej rodzinie. Partner pani Zofii opuścił ją, nie radząc sobie z atakami ze strony mieszkańców.

 – Nie mógł znieść tego piętna. Gdziekolwiek się nie pojawił, słyszał: siedzisz jeszcze z tą patologią? Powiedział, że go to przerasta. Wyjechał – mówi.

Podobnie postąpił syn, który przeprowadził się do innego miasta wraz z żoną i dziećmi. Sama pani Zofia myślała o przeprowadzce, jednak nie chce, by sąsiedzi wygrali przepędzając jej rodzinę.

Gosia wciąż walczy z traumą i strachem, które nadal jej nie opuszczają.

 – Gosia płacze po nocach. Boi się. Mówi: mamo, on gdzieś tu jest. Mogę ją tylko uspokajać – opowiada mama pokrzywdzonej.

W sprawę zaangażował się poseł ruchu Kukiz’15, Józef Brynkus. 14 lutego tego roku wystosował do Prokuratury Generalnej zapytanie o objęcie nadzorem śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Zamościu.

 – Nadal nie otrzymałem odpowiedzi. Sprawa jest oburzająca i wymaga natychmiastowego wyjaśnienia – podkreśla.

 

 

 

...

Zobacz również