Mateusz Kijowski, zanim zaczęła się jeszcze afera dotycząca finansów KOD, twierdził, że wcale nie utrzymuje się z przewodzenia opozycyjnej organizacji. Tak przynajmniej mówił Kijowski podczas jednego ze spotkań ze zwolennikami, w jakich bierze często udział.

Jak to zwykle bywa, nie tylko zwolennicy przychodzą na spotkania z zaangażowaną politycznie osobą. Tak też dzieje się podczas tych wydarzeń, w których bierze udział Mateusz Kijowski. Lider KOD uczestniczył już w wielu spotkaniach w całej Polsce. Na większości z nich zadawano mu niewygodne pytania.

Tak było właśnie 22. grudnia ubiegłego roku. Na dwa dni przed wigilią Kijowski spotkał się z sympatykami KOD w Słupsku. Na sali, gdzie odbywało się wydarzenie, zjawili się jednak także krytycy przewodniczącego Komitetu. To właśnie od nich pochodziły krępujące pytania.

Jeden z uczestników spotkania zapytał Kijowskiego o zarobki, jakie ten ma z zaangażowania w KOD. Kijowski zdecydowanie odparł, że nie ma żadnych pieniędzy z działalności opozycyjnej, a utrzymuje go rodzina. Wywiązała się ciekawa dyskusja.

Uczestnik: Chciałem zapytać, ile pan zarabia w KOD, jakie to są kwoty?
Kijowski: W ogóle nie zarabiam w KOD.
Uczestnik: To z czego pan żyje?
Kijowski: Ze wsparcia rodziny.
Uczestnik: Aha, dzieci płacą.

Dialog ten całkiem inaczej wygląda przez pryzmat afery finansowej, jaka wybuchła wokół lidera KOD. Okazało się bowiem, że Kijowski faktycznie korzystał z pieniędzy, które pochodziły ze zbiórek sympatyków. Jego firma informatyczna MKM Studio otrzymała 91 tys. złotych za usługi informatyczne świadczone na rzecz KOD. Tak przynajmniej wynika z sześciu faktur, które podpisywał sam Kijowski.

pt

...

Zobacz również