UDOSTĘPNIJ

Czasami jedno przypadkowe spotkanie potrafi odcisnąć głębokie piętno na naszej psychice.
Kilka dni temu przeżyłem jedno z takich spotkań stojąc spokojnie na przystanku i czekając na zagubiony we mgle autobus, który zwyczajowo błądził już od kilkunastu minut.
Kilka kroków ode mnie stał równie spokojnie starszy Pan, który bacznie mi się przyglądał.
Po pewnym czasie podszedł do mnie i zapytał przerywanym głosem: „Co to za symbol?” – chodziło mu bowiem o wpiętego w moją czapkę orzełka którego z dumą noszę każdego dnia.
Odpowiedziałem mu więc zgodnie z prawdą, że jest to polski orzeł w koronie na tle krzyża inspirowanego Orderem Virtuti Militari, symbol który każdego dnia przypomina mi o tym w co wierzę i o tym co kocham, symbol mojej Ojczyzny i mojego Narodu.

Staruszek położył mi wtedy rękę na ramieniu i powiedział: „Ja jestem akowcem. Dla mnie to naprawdę bardzo wiele znaczy. Kiedy widzę młodych ludzi takich jak Pan to widzę, że ta walka miała jednak jakiś sens…ale pamiętajcie żebyście nie dawali się zeszwabić”.

I wtedy opowiedział mi pokrótce losy swojej burzliwej młodości: jak w 1939 roku wstąpił do ZWZ-u i przez 5 lat walczył z niemieckim okupantem i o tym jak po wojnie został aresztowany przez UB-ecję, która więziła go w stalinowskiej katowni przy ulicy Strzeleckiej, na Pradze.
To właśnie tutaj spotkał się po raz pierwszy ze swoim prześladowcą, majorem Ludowego Wojska Polskiego obwieszonego odznaczeniami „jak świąteczna choinka bombkami”, w tym również Krzyżem Virtuti Militari, dawnym symbolem męstwa, honoru i odwagi a obecnie symbolem zdrady i zaprzaństwa.
Przesłuchania ciągnęły się całymi godzinami, miały identyczny przebieg i zawsze kończyły się bestialskimi torturami, którym przyglądał się z lubością oficer NKWD nadzorujący swojego wściekłego kundla.
W przerwach między torturami Rosjanin pokazywał palcem czerwoną choinkę w mundurze wrzeszcząc przy tym „Vy vidite sobaku? Eto istinnyy patriot , i vy regulyarno der’mo”* co potęgowało cierpienia nieszczęśnika katowanego za to tylko, że był polskim patriotą.
Kiedy go wreszcie wypuszczono był wrakiem człowieka- zarówno fizycznie jak i psychicznie.

Aż w końcu nadszedł rok 1989- rok wielkiego entuzjazmu…i wielkiego rozczarowania.
Mój zniszczony przez komunistyczny reżim, 90-letni rozmówca ze łzami w oczach opowiadał jak niesiony falą nadziei postanowił walczyć o swoją godność i sprawiedliwość w tej nowej rzeczywistości.
Był wtedy całkowicie przekonany, że nowa i prawdziwie wolna Polska rozpocznie swoją historię od ostatecznego rozliczenia się ze swoimi katami, zdrajcami i prześladowcami aby móc wreszcie zaczerpnąć w swe płuca świeżego powietrza, nieskażonego komunistycznymi oparami.
Jakież więc było jego zdziwienie gdy zaraz po zgłoszeniu pozwu przeciwko swojemu niegdysiejszemu katowi zaczął otrzymywać anonimowe telefony „żeby zostawić pułkownika w spokoju” i „nie męczyć starego człowieka”.
On jednak nie dał za wygraną i niebawem rozmowy zaczęły przybierać znacznie ostrzejszy wydźwięk.
Jednak dla człowieka, który za czasów komuny stracił wszystko poza własną godnością odwrót nie był możliwy.
Ten człowiek walczył o ostatnią rzecz, która mu na tym świecie została i był zdecydowany na wszystko aby zwyciężyć i aby sprawiedliwości stało się zadość.
Czego więc nie dokonały prośby i pogróżki dokonał polski sąd, który umorzył postępowanie ze względu na „niedostateczną ilość dowodów”.

W tym momencie naszą rozmowę przerwał przyjazd autobusu, nie zdążyłem więc zadać wielu pytań, które będą musiały poczekać na inną okazję.
Myślę jednak, że usłyszałem wystarczająco wiele aby zadać jedno proste pytanie, tak często wypowiadane i tak niepoważnie przez ogól traktowane:
Czy o taką Polskę walczyli?

* No widzisz psie? To jest prawdziwy patriota a ty jesteś zwykłe gówno.

Zobacz również