UDOSTĘPNIJ
fot. pexels

Skala włamań rosyjskich hakerów do urządzeń i komputerów używanych podczas zeszłorocznych wyborów prezydenckich w USA okazała się prawie dwa razy większa niż zakładano wcześniej. Badający sprawę ustalili, że cyberprzestępcom udało się włamać do systemów wyborczych 39 stanów.

O możliwym wpływie Rosji na wybory w Stanach Zjednoczonych mówiono jeszcze podczas kampanii w tamtym roku. Teraz okazało się jednak, że hakerzy faktycznie przełamali zabezpieczenia w stopniu umożliwiającym nawet zmianę głosu na przeciwny.

Sprawność z jaką dokonano ataku zaskoczyła administrację Baracka Obamy tak bardzo, że zdecydowała się na niepodejmowany dotąd krok – przekazanie niezadowolenia z sytuacji bezpośrednio do Kremla. Mówi się, że złożona została wtedy propozycja przekazania dokumentów udowadniających rosyjski wpływ na wybory i ostrzeżenie, że dalsza ingerencja w sprawy wewnętrzne USA przez Rosję może doprowadzić do większego konfliktu.

Anonimowy pracownik amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego przekazał też informację, że odpowiednie służby federalne przyjrzą się ewentualnemu osobistemu zamieszaniu Donalda Trumpa w całą sprawę.

Rosyjski rząd zaprzecza wszelkim pomówieniom o bezpośredni udział w ataku. Ciekawostką jest fakt, że Rosjanie po przełamaniu zabezpieczeń komputerów, które atakowali nie skorzystali z możliwości realnej ingerencji w głosowanie. Może być to związane ze zbieraniem jedynie doświadczenia przy tych wyborach. Oznacza to, iż władze amerykańskie muszą mieć się na baczności za 4 lata.

źródło: bloomberg.com

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również