UDOSTĘPNIJ

Na pewno każdy z nas pamięta medialny temat sprzed kilku lat – dopalacze. Przez luki w prawie biznesem tym zajęło się wówczas wiele osób, na czele z tak zwanym „królem dopalaczy” – Dawidem Bratko, który (jak wielu innych) uparcie twierdził, iż zajmuje się handlem „produktami kolekcjonerskimi”. Z prawnego punktu widzenia nie był to blef, gdyż produkty oferowane w jego sieciach (oraz innych w tej branży) posiadały wyraźny napis na etykiecie wskazujący na fakt, iż nie nadają się one do spożywania przez ludzi.

Mimo to w „magiczny sposób” wiele osób przejawiało ciekawość nowych doznań do tego stopnia, iż znalazło się bardzo wielu śmiałków, by „produkty kolekcjonerskie” jednak konsumować. Okazywało się wtedy, że owe specyfiki wykazują wyraźne działanie psychoaktywne, a wielu ich użytkowników przepłaciło ich stosowanie zdrowiem, a nawet życiem.

Na całe szczęście sprawę w swoje ręce wziął rząd Donalda Tuska – dzisiejszego „prezydenta Europy”. Ów rząd z wyjątkową pracowitością wpisywał kolejne substancje na listę tych zakazanych, jednak niewielka ich modyfikacja chemiczna przez producentów przywracała ich legalność. Dzięki interwencjom rządu oferowane przez rozmaite „smartshopy” produkty stawały się w gruncie rzeczy coraz niebezpieczniejsze, co doprowadziło do większej liczby zatruć i zgonów na skutek ich użycia. Przyczynił się do tego w dużej mierze także szum medialny, który sprawdził się jako wspaniała reklama dopalaczy – zwłaszcza wśród użytkowników nastoletnich.

W końcu jednak okazało się, że władza zamknęła wszelkie stacjonarne sklepy z dopalaczami, a pan premier (prezydent Europy) ogłosił zwycięstwo w walce z nimi. Od tego czasu temat ucichnął do tego stopnia iż przeciętny odbiorca tradycyjnych mediów masowych zdążył przekonać się, że rzeczywiście pan Tusk odniósł ogromny sukces ustawowo znosząc handel dopalaczami. Średnio inteligentny użytkownik Internetu (a nawet przechodzień choćby w średniej wielkości mieście) zauważy jednak, że coś tu nie gra.

Kilka lat po zwycięstwie Tuska z dopalaczami w wielu polskich miastach pojawiły się sklepy, w których zakupić można „upominki”, które łudząco podobne są do dopalaczy sprzed kilku lat. Dobrze, że to tylko upominki. Jeszcze więcej specyficznych produktów sprzedaje się aktualnie za pośrednictwem rozmaitych sklepów internetowych, których ilość wzrasta w tempie geometrycznym. Tutaj zakupić można szereg przeróżnych soli i pigułek piorących, wyciągaczy wilgoci, research chemicals (odczynników chemicznych do badań laboratoryjnych), a nawet…. dopalaczy.

W tym momencie warto pomyśleć czy rzeczywiście ustawą da się znieść dopalacze. W mojej opinii jest to równie realne jak słynne zniesienie bezrobocia w ten sposób. Moda na dopalacze czy też „sole piorące” i „wyciągacze wilgoci”jest według mnie w dużej mierze negatywnym efektem prohibicji dotykającej miękkich narkotyków, które mogłyby zastąpić śmiertelnie niebezpieczne substancje. Oczywiście nie wierzę, aby dopalacze (a także inne twarde narkotyki – w tym alkohol) zniknęły przy legalnej marihuanie i haszyszu, lecz na pewno wielu ludzi wybrałoby narkotyki miękkie zamiast narażać życie przy konsumpcji „wyciągaczy wilgoci”.

Zobacz również