UDOSTĘPNIJ

Mogłoby się wydawać, że kiedy marszałek senatu weźmie się za krytykę instytucji tak ważnej jak Sąd Najwyższy, to wcześniej zada sobie trud przeczytania ustawy, o której mówi. Nic bardziej mylnego.

Prawo i Sprawiedliwość przygotowało w ostatnich dniach projekt tak zwanej ustawy dezubekizacyjnej. Na jej temat opinie wydał Sąd Najwyższy. Zdaniem instytucji, część zapisów projektu jest niezgodna z konstytucją.  Według SN trzeba pamiętać o osobach, „które w trakcie służby, ze względu na zajmowane stanowisko lub pełnioną funkcję, w ogóle nie wykonywały żadnych czynności, która można byłoby zakwalifikować do kategorii czynności represyjnych, jak również o tych, którzy przeszli tzw. pozytywną weryfikację”.

Opinia Sądy Najwyższego nie spodobała się marszałkowi senatu. Nie podjął jednak merytorycznej dyskusji z jej treścią, tylko ogłosił skandal, a SN oskarżył o działanie wbrew prawu.

– To jest skandal. Dlaczego Sąd Najwyższy wypowiada się? Jakie ma do tego prawo i jaki mandat? Dlaczego Sąd Najwyższy wypowiada się na temat stanowionego prawa, skoro ustawa nie przeszła. Ani widzowie, ani sąd nie wie, jaki będzie ostateczny kształt ustawy. Sąd Najwyższy nie powinien wypowiadać się w sposób tak dramatyczny, a robi to od pewnego czasu, choć nie powinien. – mówił na antenie TVN

Te słowa Stanisława Karczewskiego raczej nie padłyby, gdyby chociaż zajrzał do ustawy o Sądzie Najwyższym. Odpowiedź na jego pytania znajduje się bowiem już w pierwszym artykule.

Co więcej, o opinię SN poprosiło MSWiA, które jest odpowiedzialne za stworzenie projektu ustawy. Trudno więc wyobrazić sobie sytuację, w której Sąd Najwyższy byłby jeszcze bardziej upoważniony do wydania opinii.

Waszym zdaniem marszałek Karczewski nie zapoznał się z prawem czy specjalnie je przemilczał?

 

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również