UDOSTĘPNIJ

Niedawno obchodziliśmy okrągła, 25-tą rocznicę tzw. ?odzyskania przez Polskę wolności?. Na ile jest to prawdą, przekonujemy się każdego dnia. O ile pewna część gospodarki jest rzeczywiście w mniejszym lub większym stopniu uwolniona i poddana zasadom wolnego rynku, o tyle służba zdrowia czy tytułowa edukacja jest obszarem pełnej supremacji aparatu państwowego.

Rodzic posyłając swoje dziecko do prywatnej szkoły płaci za nią dwa razy. Po pierwsze w podatkach za szkołę publiczną, z której nie korzysta i nie chce korzystać. Po drugie płaci czesne. Nie oznacza to jednak, że nie istnieją żadne regulacje ? jest zupełnie odwrotnie! W prywatnych szkołach obowiązuje dokładnie ten sam program, co w szkołach państwowych, w dodatku nieposłanie dziecka w ogóle do szkoły lub do takiej, która nie spełnia kryteriów Ministerstwa Edukacji Narodowej skutkuje prawnymi konsekwencjami, z zabraniem dziecka rodzicom włącznie.

Podstawa programowa narzucona z góry jest największym grzechem dzisiejszego systemu edukacji. Stworzyliśmy system, w którym 99% ludzi umie czytać i pisać, z czego połowa nie wie po co. Uczenie wszystkich tego samego i w ten sam sposób siłą rzeczy skutkuje obniżaniem poziomu każdemu uczniowi. Gdy ktoś się rodzi szczupły, to się go szkoli na dżokeja, gdy rodzi się masywny, to się go bierze na zapaśnika, nigdy odwrotnie! W polskiej edukacji takiej selektywności nie ma. Wszystkim, niezależnie od predyspozycji, wykłada się to samo. Klasy programowe (matematyczne, językowe itd.) to w rzeczywistości fikcja. Dziecko przez większą część życia uczy się albo skrajnie niepotrzebnych rzeczy, albo takich, które i tak za rok lub dwa zapomni. W normalnym systemie są ludzie zarówno dobrze czytający i liczący, jak i tacy, którzy tylko perfekcyjnie liczą lub tylko piszą wspaniałe epopeje; jest różnorodność, której w Polsce brak. Piętnuje się geniuszy, podcina się im skrzydła nie pozwalając kształcić się już od najmłodszych lat w tym, czym naprawdę są dobrzy.

Stworzono ułudę, w którą ludzie o dziwo wierzą, mianowicie postawioną tezę, że Minister Edukacji i jemu podlegli urzędnicy wiedzą lepiej, czego powinno się uczyć moje dziecko. W rzeczywistości to rodzic zna swoje dziecko najlepiej i to on najlepiej wie, jaką drogę edukacji powinno ono podjąć.

Marnowanie wielu lat edukacji na niepotrzebne przedmioty, wielokrotnie powtarzane to również ogromne straty dla gospodarki. Młodzi ludzie chcieliby wejść wcześniej w rynek pracy, tymczasem normy społeczne nakazują każdemu absolwentowi szkoły średniej pójść na studia. Studia, które stały się w III RP istnym parkingiem dla bezrobotnych. Po tych humanistycznych i tak większość ludzi nie pracuje w zawodzie, dyplom staje się nic niewartym kawałkiem papieru, jednak strata 5 lat życia jest jak najbardziej realna. Po tych inżynierskich praca jest ? ale i tak obowiązki pracownika nie przystają do tego, co przewiduje program studiów. Dzieje się tak dlatego, że wykładają nie przedsiębiorcy, pracodawcy, menedżerowie, tylko stara kadra, którą też kilkadziesiąt lat temu uczyła stara kadra itd. Dobremu informatykowi nie opłaca się zostać na uczelni z tytułem doktora, skoro w prywatnej korporacji dostanie pięć razy wyższą pensją.

Przecięcie tej spirali absurdu jest możliwe tylko wówczas, gdy zarówno za studia, jak i za każdy etap edukacji trzeba będzie płacić, a Ministerstwa Edukacji Narodowej w ogóle nie będzie. Gdy kupujemy np. samochód za własne ciężko zarobione pieniądze, szanujemy go i chcemy, by sprawował się jak najlepiej ? to samego trzeba zrobić z edukacją, wówczas to wolny rynek spowoduje, że poziom sam będzie się podnosił.

Zdjęcie pobrano ze strony: http://www.publicdomainpictures.net/view-image.php?image=25647&picture=kolorowe-kredki