UDOSTĘPNIJ
fot. flickr.com; Wikimedia Commons/Ziemor

Sprawa nawałnic, które nawiedziły nasz kraj przed ponad tygodniem, nadal wzbudza silne emocje. Szczególnie w kontekście partii rządzącej, która jest szeroko krytykowana za nieudolność w naprawianiu szkód. Coraz poważniej mówi się o dymisjach.

Zarówno premier Beata Szydło, jak i minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak próbują przekonywać, że rząd stanął na wysokości zadania. Jeśli coś się nie udało, to winni temu są, w opinii rządzących, przedstawiciele samorządów, które są w rękach opozycji.

Ta wersja przestaje już kogokolwiek przekonywać. Także w szeregach partii rządzącej coraz częściej zaczyna się słyszeć głosy o potrzebie wyciągnięcia konsekwencji wobec winnych opóźnień w dostarczaniu pomocy. A wśród nich na pierwszy ogień zdaje się iść wojewoda pomorski Dariusz Drelich. To on dopiero po 3 dniach od kataklizmu zawnioskował do MON-u o pomoc armii.

Warto podkreślić, że wojewoda jest terenowym przedstawicielem rządu i nie jest wybierany w wyborach lokalnych, a mianowany przez premiera. To on ma możliwość prosić służby o pomoc w przypadkach klęsk żywiołowych. I to on uznał, że, jak później tłumaczył, wojsko nie jest do zamiatania liści.

PiS czeka teraz na wyniki najbliższych sondaży politycznych. Spadek poparcia może oznaczać poważną rekonstrukcję rządu, dymisje ministrów, chociaż niektóre media spekulują nawet o utracie pozycji przez Beatę Szydło. Jeśli poparcie się utrzyma, najpewniej stołek straci tylko Drelich, wojewoda pomorski. Ale nawet jeśli do tego dojdzie, to jeszcze nie teraz.

Myślę, że w październiku sprawy się rozwiążą. Jeszcze nie dziś. Bo jeśli teraz posuniemy wojewodę, to przyznamy się do winy – wyjaśnia anonimowo poseł PiS.

Źródło: msn.com

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również