UDOSTĘPNIJ

Imigracja zarobkowa to powszechne zjawisko. Podczas gdy Polacy szukają pracy w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, dla niektórych to właśnie Polska jest „ziemią obiecaną”. Wyjątkowo często, na co wpływ ma też oczywiście wschdonia wojna, przyjeżdżają do nas Ukraińcy.

19-letni Dmytro przyjechał do Polski z dwóch powodów. Po pierwsze bał się wojny – bardzo nie chciał trafić na front, gdzie wylądowało wielu jego rówieśników. Drugi powód był bardziej prozaiczny. Nastolatek chciał zarobić na swój pierwszy samochód.

Znalazł zatrudnienie w Wielichowie, pod Grodziskiem Wielkopolskim. Pomagał przy produkcji pojemników do owoców. Warunki, w których pracował były naprawdę kiepskie. Przedsiębiorca wykorzystywał go jak tylko mógł każąc mu pracować 90 godzin tygodniowo (codziennie minimum 12 godzin). Był zamykany na klucz w piwnicy i miał tam obsługiwać maszynę. Nie spodziewał się, że do domu wróci bez ręki. Prasa wciągnęła jego kończynę, na którą przez 15 minut miały działać temperatury rzędu 150 stopni Celsjusza.

– Po wypadku właściciel Wiel-Polu nakłaniał mnie do przedstawienia fałszywej wersji wydarzeń. Miałem skłamać, że spaliłem sobie rękę, bo wkładałem ją do piecyka. Ręka została zmiażdżona, a grzałki, które były w maszynie, ją ugotowały – mówi Dmytro. Jak jednak doszło do wypadku?

Właściciel i jego syn tłumaczyli nam, że jak papier się zatnie w maszynie, mamy jej nie wyłączać i wyciągać go ręką. Chodziło o oszczędność czasu i materiału. Gdy wyciągałem papier, maszyna wciągnęła moją rękę. A potem grzałki gotowały ją przez 15 minut. Tak długo czekałem na pomoc. Moich krzyków nikt nie słyszał. Pomógł dopiero sms wysłany do kolegi. Na szczęście miałem telefon przy sobie. Gdyby jednak aparat leżał kawałek dalej, pewnie stałbym tak do wieczora i umarłbym.Po wypadku najpierw kazali mi się przebrać w nierobocze rzeczy. Dopiero potem zawieźli do szpitala. Po drodze do lekarza i po operacji chcieli, bym mówił, że wkładałem rękę do piecyka, który stał w naszym mieszkaniu – opowiada.

– W grodziskim szpitalu nikt nie chciał uwierzyć w tę wersję. Gdy do Polski przyjechała mama Dmytra i chłopak przestał się bać, powiedział, jak było naprawdę. Zeznania złożył już także jego kolega Nazar, który wspólnie z nim pracował. Zeznawali (inni pracownicy, podczas przesłuchań – przyp. red.) o warunkach pracy w Wiel-polu. Pracowali po 15 godzin dziennie, byli zamykani w piwnicy. To warunki niczym z epoki kamienia łupanego – tłumaczy adwokat Dmytra.

 

Polub fanpage pluralistycznego, bezstronnego portalu o polityce i społeczeństwie :

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również