UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia / European People's Party / flickr

Jak przekonują polityczni komentatorzy, już za tydzień wyklaruje się przyszłość Donalda Tuska w Brukseli. Od wydarzeń w następnym tygodniu będzie w dużej mierze zależeć to czy sprzeciw polskiego rządu wobec jego reelekcji będzie skuteczny czy też nie. 

Jak informowaliśmy wcześniej, już za tydzień w Parlamencie Europejskim zostanie wybrany następca Martina Schultza (frakcja socjalistów), którego 2,5-roczna kadencja na stanowisku przewodniczącego PE dobiega końca. To kto zostanie wybrany na następnego szefa europarlamentu będzie miało ogromny wpływ na przyszłość byłego premiera Polski Donalda Tuska na fotelu przewodniczącego Rady Europejskiej.

Dotychczas było tak, że według umowy pomiędzy dwoma największymi frakcjami tj. chadekami i socjalistami, najważniejsze stanowiska w UE są dzielone każdej kadencji. I tak w przypadku stanowiska przewodniczącego Parlamentu Europejskiego co 2,5 roku obejmują je na przemian chadek lub socjalista.

Kolejnym przewodniczącym PE – wg umowy – ma być więc kandydat chadeków, jednak wszystko wskazuje na to, że socjaliści nie zamierzają dotrzymać danego słowa i zapewnić Tuskowi reelekcję, bo wystawili własnego kandydata. Jeśli Martina Schultza zastąpi kolejny socjalista – a wszystko na to wskazuje – to Tusk ma reelekcję niemal w kieszeni i nawet sprzeciw polskiego rządu mu nie zaszkodzi.

Dodatkowo na korzyść byłego premiera Polski wpływa fakt, iż jest w złych stosunkach z polskim rządem Prawa i Sprawiedliwości z Jarosławem Kaczyńskim na czele, który w szeregach najważniejszych polityków Unii Europejskiej nie wzbudza zbyt wielkiej sympatii i zaufania. Stanowi to zapewne dla europejskich włodarzy jeden z kluczowych argumentów za pozostawieniem Tuska na fotelu „prezydenta UE”.

bh