UDOSTĘPNIJ

Problemy sektora górniczego narastają od lat, co jakiś czas wybucha ten sam problem, przybierając w fazie kulminacyjnej, postać protestów górników zorganizowanych w związki zawodowe. 

Patrząc z perspektywy osoby zupełnie postronnej, niezaangażowanej w spór toczący się właściwie od momentu wejścia Polski na tory tzw. transformacji ustrojowej należy stwierdzić, że ma on pewne podłoże systemowe dotykające kilku płaszczyzn natury społeczno – gospodarczej.
Ażeby skrystalizować swą myśl, postaram się o streszczenie tego w jednym zdaniu. Jeśli ćwierć wieku temu, polskie społeczeństwo zdecydowało się odrzucić gospodarkę centralnie sterowaną (planowaną) i odejść na pozycję zdroworozsądkową, a za taką może być uznawany przyjęty w Polsce i wskazywany przez Konstytucję model społecznej gospodarki rynkowej, to powinniśmy być w tym konsekwentni i nie obracać głowy w kierunku „epoki słusznie minionej”. Piszę o tym ponieważ wciąż w niektórych branżowych środowiskach pracowniczych pokutuje mentalność rodem z PRL-u. Przykład górników jest wręcz znamienny dla tego zjawiska, a jednocześnie przykłady roszczeniowej postawy, zwłaszcza w kontekście przywilejów, można by mnożyć (np. Związek Nauczycielstwa Polskiego). Wracając jednak do meritum. Postawa roszczeniowa związków zawodowych (bo o nich należy właściwe mówić) w żaden sposób nie załatwia kwestii węzłowej, ani też nie poprawia w żaden sposób sytuacji samych górników, bo ciągle – co jakiś czas, wzbraniając się co jakiś przed zmianami, czy też szantażując rząd –  odsuwają problem w czasie, w dodatku piętrząc trudności. Chciałbym jednocześnie podkreślić, iż podobny zarzut, a może i większy, tyczy się klasy politycznej, która od lat nie potrafi zaproponować kompleksowego i racjonalnego programu reform uzdrawiających sytuację w branży górniczej. Zamiast tego proponuje się źle przygotowany i zakomunikowany stronie społecznej tzw. program restrukturyzacji kopalń, który – co wyraźnie widać po problemach jakie przeżywa również Jastrzębska Spółka Węglowa – jest propozycją doraźną, nie zaś głęboko reformatorską, uwzględniającą wizję długofalową.
Co istotne, nie można oceniać całokształtu spraw związanych z górnictwem bez spojrzenia szerokokątnego, bez zmiany mentalności grup interesu bezpośrednio zaangażowanych. Górnicy muszą zmienić mentalność, przestawić swoje myślenie na kontekst wolnorynkowy. Rząd zaś nie może traktować stanowisk w spółkach z udziałem skarbu państwa, jaką między innym jest Kompania Węglowa, jako synekur dla swoich politycznych popleczników.

Jednym z największych problemów polskich władz, jest więc generalny brak podejścia strategicznego. Już w latach 90-tych, odchodząc od modelu gospodarki planowej, należało przyjąć plan długofalowej reorganizacji polskiej branży górniczej. Dlaczego?
Plan działań reformatorskich, rozpisanych w perspektywie co najmniej kilkunastoletniej, o ile byłby dobrze przygotowany i odpowiadał na szereg pytań (m. in. uwzględniałby  wymienione przeze mnie poniżej zagadnienia), z pewnością – bez wdawania się w wykazywanie detali – byłby w stanie zapobiec przynajmniej części negatywnych (zwłaszcza społecznie) efektów. Najważniejszy efekt takiego zabiegu, to ewolucyjne przejście przez trudy koniecznych zmian i ułatwienie stopniowej adaptacji do zmieniających się realiów samym górnikom (nowym pokoleniom) i ich rodzinom.
Brak takiego typu strategii świadczy, oczywiście, o słabości klasy politycznej trzeciej RP, która kierując się jedynie potencjalną utratą licznego elektoratu, nie decydowała się na cokolwiek podobnego. W tle, brak strategii, a jest to znamienne dla wielu obszarów, gdzie państwo polskie ma być lub jest obecne, świadczy jedynie o jego słabości. Krótko mówiąc, póki co, nie mamy wśród polityków swoistego Aleksandra Wielkiego, który przeciąłby ten „górniczy węzeł gordyjski”. W pamięci mamy jedynie gabinet J. Buzka, zamykający 24 zakłady górnicze (nie podejmę się oceny słuszności tych działań), a także obiecanki kierowane w stronę górników (np. D. Tusk i E. Bieńkowska bujający się na Barbórkowych obchodach górniczego święta).

Co dzisiaj?

Poszukiwania rozwiązań problemu, należałoby rozpocząć od zdiagnozowania źródła problemu.
Jak dotąd, w przekazie medialnym jako główna przyczyna problemów braku rentowności polskich kopalń, w których posiadaniu pozostaje Skarb Państwa (SP), wskazywane są globalne trendy na światowych rynkach węgla.

Tymczasem na dramatyczną sytuację polskiego górnictwa węgla kamiennego wpływ miały, poza spadkiem cen węgla na światowych rynkach (na poziomie ok. 40% od 2011 r.), także czynniki, o których decydowano w kraju, a były to:
– brak jednoznacznie określonej długofalowej polityki w odniesieniu do rynku węgla i jego znaczenia w energetyce. Pojawiają się co prawda słowa, ale należy pamiętać, że nie mają one  kontekstu działania planowego (długofalowego),
– wyłącznie doraźna polityka inwestycyjna,
– niewłaściwa regulacja rynku dystrybucji węgla, w tym kontekście zastanawiająca jest różnica między ceną wydobycia (ceną pierwotną), a ceną nabycia przez ostatecznego odbiorcę,
– brak wyjaśnienia wielu patologicznych zjawisk dotykających górnictwo i rynek obrotu węgla,
– brak dostatecznie dobrej komunikacji na linii rząd – przedstawiciele branży górniczej,
– polityka handlowa, chodzi o kwestię ochrony rynku przed importem subsydiowanego węgla z zagranicy,
– polityka zarządcza (struktura podmiotów kontrolowanych przez Skarb Państwa),
– jednym z mocno obciążających branżę kopalnianą aspektów jest struktura zatrudnienia (chodzi o wymiar jakościowy, jak i ilościowy), należy zwrócić uwagę na poziom przygotowania kadr zarządczych i kierowniczych, poziom wynagrodzeń i różnego rodzaju dodatków w całym sektorze górniczym,
– sama polityka energetyczna państwa i rola węgla kamiennego jako podstawowego surowca energetycznego dla polskiej elektroenergetyki.
Racjonalna polityka gospodarcza zakłada odpowiednie wykorzystanie wszystkich dostępnych narzędzi, w przypadku Polski trzeba uwzględnić poziom krajowy i unijny w celu zapewnienia danemu sektorowi jak najlepszej pozycji konkurencyjnej, pozwalającej na elastyczne reagowanie na zmieniające się warunki zewnętrzne, będące jednak poza polem oddziaływania państwa i kontrolowanych przez nie podmiotów gospodarczych. W przypadku sektora górnictwa węgla kamiennego, z przynamniej kilku powodów, nie sposób uznać prowadzonej przez właściciela, czyli de facto skarb państwa, polityki za racjonalną.

Po pierwsze, rząd nadal nie dookreślił roli węgla kamiennego w polskiej energetyce w perspektywie 2030 czy 2050 roku (poza ogólnymi wytycznymi dotyczącymi utrzymania węgla jako podstawowego surowca energetycznego). Dotychczas ograniczał swoją politykę do odpowiedzi na kolejne zmiany w polityce energetyczno-klimatycznej UE, nie wykazując jednocześnie głębszej wizji ani strategii, czego najlepszym przykładem jest tryb formułowania stanowiska Polski na zeszłoroczny październikowy szczyt unijny.
Niewątpliwie istnieje potrzeba opracowania szczegółowego planu wykorzystania krajowych zasobów węgla kamiennego, połączonego z budowaniem technologii i zasobów wiedzy, opartych o ten surowiec. Zwłaszcza jeśli w tym kontekście zadamy sobie pytanie, co z hucznie głoszonymi hasłami odnośnie gazu z łupków, które teraz wydają się być tylko pustymi frazesami.
Po drugie, nie przeprowadzono niezbędnych zmian w górnictwie węgla kamiennego w najdogodniejszym okresie, czyli czasie wysokich cen węgla na światowych rynkach. Wówczas należało dokonać restrukturyzacji – zmian w strukturze własności, zmian w polityce zatrudnienia i polityce płacowej, wypracowując nowy pakt społeczny ze stroną pracowniczą (oparty na dookreśleniu roli węgla kamiennego w polskiej elektroenergetyce oraz przedstawieniu schematu i harmonogramu niezbędnych inwestycji oraz zmian organizacyjnych). W moim przekonaniu takie działanie winno być wstępem do szeregu koniecznych reform na poziomie strukturalnym jak i terytorialnym (obszary wydobywcze). Inwestycje oraz wizja rozwoju stały się szczególnie potrzebne w kontekście podjętej w grudniu 2010 r. przez Radę Unii Europejskiej na wniosek Komisji Europejskiej Decyzji w sprawie pomocy państwa ułatwiającej zamykanie niekonkurencyjnych kopalń węgla (2010/787/UE). Skutki tego dokumentu były omawiane w Polsce już w 2011 r.

Efektem wspomnianego zaniechania jest głęboki kryzys, zażegnany tylko chwilowo (co widać po sytuacji w JSW) poprzez styczniowe porozumienie związków zawodowych z rządem. Niestety nie rozwiązuje ono problemów sektora górnictwa węgla kamiennego, odsuwając jedynie w czasie najboleśniejsze politycznie rozwiązanie, czyli likwidację kopalń, będącą najprawdopodobniej wstępem do ich sprzedaży. Zmiana właściciela, połączona z prawdziwą restrukturyzacją, czyli przeprowadzeniem zmian strukturalnych pozwalających w długiej perspektywie na wypracowywanie dodatniego wyniku finansowego, niewątpliwie może oddziaływać pozytywnie. Zmiany właścicielskie dotyczące kopalń węgla kamiennego należących do spółek Skarbu Państwa trzeba jednak postrzegać w perspektywie bezpieczeństwa energetycznego państwa oraz relacji kapitału krajowego do zagranicznego, która jest wciąż niekorzystna w naszej gospodarce.

W tym kontekście należy wspomnieć o budzącej wątpliwości roli firm doradczych i audytorskich w ocenie stanu polskiego górnictwa węgla kamiennego. Budzi ogromne wątpliwości fakt, iż odpowiedzialne ministerstwo wraz z władzami spółek nie zdołały zgromadzić odpowiedniej wiedzy na temat ich stanu, a następnie dokonać analizy tego materiału w celu wspólnego wypracowania strategii. Sprawa dotyczy przecież kluczowego dla bezpieczeństwa energetycznego państwa sektora, którego większość jest kontrolowana przez Skarb Państwa.

Ostatnim elementem pozostaje stanowisko Komisji Europejskiej, która może nie wyrazić zgody na pomoc dla polskich kopalń. Na tę ewentualność rząd powinien być gotowy przynajmniej od wspomnianej decyzji Rady Unii Europejskiej w 2010 roku. Negatywne stanowisko KE może oznaczać konieczność likwidacji i sprzedaży polskich kopalń inwestorom, którzy, jak pokazują przykłady z ostatnich lat, będą w stanie doprowadzić do restrukturyzacji tych podmiotów. Przykłady kopalń Bogdanka i Silesia zdają się być tutaj najlepszym przykładem. Prawdopodobieństwo tego rozwiązania zwiększa się wraz z upływem czasu i brakiem nowego paktu dla górnictwa węgla kamiennego zawartego pomiędzy właścicielem (Skarbem Państwa), zarządami spółek węglowych i stroną pracowniczą. Wspomniany pakt musi być rozwiązaniem strukturalnym, a nie doraźnym, jakim pozostaje zawarte porozumienie.

Można poszukiwać rozwiązań, niemniej jednak – jak napisałem w jednym ze zdań na wstępie – droga została już wytyczona, zdecydowano o niej na początku transformacji ustrojowej. W naszej sytuacji nie możemy pozwolić sobie na wykluczenia węgla z roli strategicznego surowca energetycznego. Póki co, najwłaściwsze wydaje się stworzenie swoistej hybrydy energetycznej, w postaci funkcjonalnego sprzężenia kilku kopalń (będących dostawcami węgla) z elektrowniami.
Pozostałe kopalnie powinny rozpocząć funkcjonowanie w oparciu o zasady wolnorynkowe. Idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby kopalnie przejęte zostały przez polskich inwestorów, bądź nawet zaczęły funkcjonować w formie akcjonariatu pracowniczego. Z kolei skarb państwa w zamian za zaproponowanie preferencyjnych warunków nabycia, przynajmniej w części przypadków, mógłby zachować tzw. „złotą akcję”, czyli prawo głosu decydującego w przypadku zmiany warunków o znaczeniu strategicznym dla zaplecza energetycznego państwa. Należy również zwrócić uwagę, że cała branża górnicza powinna zostać oczyszczona z wpływu politycznych koneksji, ponieważ w dłuższej perspektywie przynoszą one jedynie szkodę (nasuwa się tutaj choćby sam problem braku odpowiedniego przygotowania do zarządu specyficzną branżą).
Dziś wiemy, że niektóre kopalnie za kilka lat – jeśli nie zaczną funkcjonować na zasadach rynkowych – zostaną „wygaszone”, bo, z ekonomicznego punktu widzenia, przy jednoczesnym uwzględnieniu jeszcze innych problemów polskiej gospodarki, nie sposób będzie utrzymać stopnia zaangażowania państwa w branży górniczej. Istotnym zadaniem dla państwa, jak i samorządu jest więc, przygotowanie alternatywy gospodarczej ukierunkowanej na zwiększanie przedsiębiorczości nowych pokoleń mieszkańców Śląska i innych obszarów pogórniczych.

Na koniec, chciałbym wspomnieć o kilku uwagach (być może oczywistych), które mi się nasuwają. Rząd powinien być zainteresowany takimi działaniami, zwłaszcza w sferze regulacyjno-prawnej, by dać  szansę racjonalnego funkcjonowania przemysłowi górniczemu. W dłuższej perspektywie, jeśli nie pojawi się racjonalna propozycja reformatorska, to stracą na tym nie tylko fedrujący górnicy, związki zawodowe, rząd, ale i my wszyscy – społeczeństwo.

 

Zobacz również