UDOSTĘPNIJ
źródło: pixabay.com, armenianpastor.com

W Norwegii także kobieta może być duchownym chrześcijańskim. Powszechne jest w tym kraju i nie wzbudza kontrowersji fakt, że na takich stanowiskach jak biskup można spotkać nie mężczyznę, a kobietę. Choć do Norwegii nie mamy daleko, takich schematów w Polsce się nie stosuje i chyba nikt o tym nawet nie myślał.

Stąd też porządnie zdziwieni musieli być mieszkańcy wsi Tomkowa na Dolnym Śląsku, kiedy zjawiła się u nich kolęda. Okazało się bowiem, że do ich drzwi wcale nie pukał ksiądz proboszcz Andrzej Walów, a jego dwie wysłanniczki.

Wraz z ministrantami po kolędzie chodziły bowiem pani Dorota i pani Marysia. Panie, które zajmują się kolejno kuchnią na plebanii w Tomkowej i sprawują funkcję kościelnej. Panie przez dwa dni – w niedzielę i poniedziałek – odwiedzały domy w Tomkowej. Jak twierdzą mieszkańcy, kobiety błogosławiły domy i zbierały pieniądze w kopertach.

Dlaczego to dwie pomocnice proboszcza chodziły po domach z kolędą? Okazuje się, że ksiądz Walów się rozchorował i nie mógł ruszyć się z plebanii. Nie chciał jednak, by pieniądze z kolędy przepadły, dlatego nakazał kucharce i kościelnej pójść w wieś. Rozwiązanie to nie spodobało się mieszkańcom.

 – Pani Marysia i pani Dorota chodziły za księdza 16 i 17 stycznia, pobierały koperty oraz święciły ludziom domy bez jakichkolwiek uprawnień – donoszą mieszkańcy Tomkowej.

Kobiety miały zszokować wiernych swoim zachowaniem. Jeszcze w ich domach wyciągały pieniądze z koperty przy ludziach i zapisywały w zeszycie, kto ile dał. Jak tłumaczyły, nie chciały by ksiądz pomyślał, że wzięły coś dla siebie. Ponadto musiały obliczyć ile datków dali wierni. Proboszcz do 28. stycznia musi bowiem rozliczyć się z podatku dla biskupa.

Część wiernych zbulwersowała się sytuacją do tego stopnia, że zgłosiła się do kurii. Skarżyli się biskupowi na to, co dzieje się w Tomkowej i doprowadzili do tego, że hierarcha nakazał proboszczowi kolędę odwołać. Ksiądz Walów już został wezwany przez biskupa „na dywanik”.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również