UDOSTĘPNIJ
źródło: flickr.com

Minister Szyszko, jak każdy inny ważny polityk musi składać co roku zeznania majątkowe. Szef resortu środowiska w dokumentach musi uwzględnić wszelkie nieruchomości i tereny należące do niego. Jak się okazuje, nie trzeba być w tej materii dokładnym. Minister pomylił się bowiem o grube tysiące.

Minister środowiska jednak nie będzie musiał brać korepetycji z matematyki. Wychodzi bowiem na to, że pomyłka w dokumentach w o kilkaset tysięcy złotych wcale nie jest istotna na jego stanowisku. Szyszko w swoim zeznaniu wykazał, że jego stodoła i ziemia w Tucznie (woj. zachodniopomorskie) są warte 17 tys. złotych. Inaczej widzą to jednak rzeczoznawcy.

Zdaniem ekspertów w wypadku majątku ministra w Tucznie mowa wcale nie o 17 tys., a o kwocie o wiele większej. Stodoła jest bowiem w rzeczywistości zabytkową daczą mającą 300 metrów. Z kolei ziemia też do byle jakich nie należy. To urokliwa działka na Pojezierzu Wałecko-Myśliborskim. Całość warta jest… pół miliona złotych.

Sprawą zainteresował się wymiar sprawiedliwości. Tak duża różnica w wycenie ministra i rzeczoznawców nie mogła nie przyciągnąć uwagi. Warszawska prokuratura przyjrzała się zeznaniu ministra, ale szybko dała sobie spokój. Śledczy doszli do wniosku, że minister nie miał złych zamiarów. Stwierdzili, że „wpisanie wartości w sposób intuicyjny nie może być poczytane jako istota nieprawidłowości”.

pt