UDOSTĘPNIJ

Nikogo nie dziwi, że z tych samych nasion wysianych w różnych miejscach i uprawianych w nieco innych warunkach mogą wyrosnąć różniące się między sobą warzywa. Nic w tym przecież nadzwyczajnego. Ale gdy minister sprawiedliwości w rządzie PiS, niszcząc niezależność polskiego sądownictwa i niezawisłość polskich sędziów, powołuje się na rozwiązania prawne istniejące w innych krajach europejskich, aby uzasadnić planowane przez resort zmiany, to już takiej pewności nie mamy. Bo skoro – jak mówi minister – w takim a takim kraju jest tak a tak, a w innym jest tak a tak, to dlaczego nie zastosować tego i u nas? Dlaczego tamtych przepisów nie przeflancować do naszego systemu prawa?

Pomijając, że nigdy niczego PiS nie zrobił tak samo, jak w innych, demokratycznych, praworządnych państwach Europy czy świata, to jednak idąc tym tokiem myślenia, można by powiedzieć, że w ogóle nie potrzebujemy polskiego prawa. Wystarczy wziąć na przykład niemieckie ustawy, wyrzucić z nich der die das, powykreślać wszystkie umlauty, wstawić na ich miejsce nasze swojsko brzmiące „ę”, „ą”, „ś”, „ć”, „sz”, „cz”, „ż” i problem z głowy. Ot, takie flancowanie cudzego prawa na polskiej grządce.

Strategię tworzenia legislacji na zasadzie „kopiuj-wklej” trudno traktować serio. Normy prawne to przecież nie tylko przepisy i paragrafy, które możemy znaleźć w ustawach i kodeksach. Nie da się bowiem tworzyć i stosować prawa bez uwzględnienia całego kontekstu, jakim jest dotychczasowe orzecznictwo, stanowisko doktryny, zasady interpretacji, glosy czy sposób pojmowania i definiowania podstawowych pojęć, które rozwijały się na przestrzeni stuleci w ramach unikatowego systemu, jakim jest każdy język, nie tylko ten prawniczy, ale i ten potoczny. Równie ważne są: historia, tradycja, narodowa mentalność, kultura prawna i… kultura polityczna.

źródło: facebook.com

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również