UDOSTĘPNIJ

Rok 2014 jest już kolejnym rokiem z rzędu, który niesie ze sobą stopniowy i powolny spadek zasięgu i atrakcyjności idei liberalnej demokracji. Czy to broniona i niekiedy wychwalana przez niektórych europejskich polityków Rosja, czy też coraz bardziej autorytarne Węgry, Turcja czy Egipt ? hasła otwartości, pluralizmu i wolności tracą na atrakcyjności i ustępują pragnieniu bezpieczeństwa, stateczności i populistycznego nacjonalizmu. Co gorsza, trend ten dotyka z coraz większą siłą Europę. We Francji, skrajnie prawicowy Front Narodowy wygrał tegoroczne wybory do parlamentu europejskiego, zdobywając 24,9% głosów ? w porównaniu z 21% centroprawicowego UMP i tylko 14% socjalistów. Otwarcie neonazistowski Złoty Świt zdobył w Grecji trzecie miejsce z prawie 10% poparcia, eurosceptyczny i antyimigracyjny UKIP zainkasował całe 27,9% na Wyspach Brytyjskich, a Węgrzy wkraczają w epokę prawdziwej hegemonii prawicy ? skrajnie prawicowego Orbana próbował nieudanie dogonić ekstremistyczny Jobbik.

Także Polska wydaje się kroczyć powoli w podobnym kierunku. Główna partia opozycyjna, która zdaje się iść pewnie po władzę w przyszłorocznych wyborach, otwarcie deklaruje, że ?będziemy mieli w Warszawie Budapeszt?. Jakby tego było mało, ponad próg wyborczy udało się wskoczyć ekstremistycznie libertariańskiemu Januszowi Korwin-Mikkemu. W kraju, który był kolebką potężnego ruchu społecznego jaką była NSZZ Solidarność coraz większe poparcie ma polityk, który chce rozmontować coś co można by nazwać resztkami solidarności społecznej nad Wisłą. Dla pokolenia wychowanego po 1989 roku, pod hasłami apologii wolnego rynku i egoizmu, tego typu hasła mogą brzmieć atrakcyjnie, szczególnie wypowiadane przez charyzmatycznego i kontrowersyjnego polityka. Nie pozbyliśmy się jeszcze manii utopijnej ? tyle, że marksistowską utopię zniesienia wszelkiej własności prywatnej i utworzenia komunistycznego raju, zastąpiła wiara w raj wolnorynkowy, w którym odpowiedzią na wszelkie problemy jest wolny rynek. Wolny rynek i prywatyzacja mogą dla tych ludzi wydawać się kluczem do wszystkich naszych bolączek ? ale klucz, który pasuje do wszystkiego, posiada inną nazwę: wytrych. Historia dała nam już bardzo wiele przykładów niebezpieczeństw jakie przynosi używanie tego typu narzędzi. Ale że mamy problemy z uczeniem się na cudzych błędach ? być może sami musimy zaliczyć mocne lądowanie, aby wyleczyć się z tego typu radykalnych mrzonek.

Faktem jest ogromny kryzys lewicy w Polsce w ostatnich latach. W skali światowej lewica również nie dominuje, ale jest w stanie objąć władze we Francji (fakt faktem bardzo kiepsko sprawowaną przez prezydenta Hollande?a), we Włoszech czy wygrać wybory w Grecji. W naszym kraju wszystkie środowiska liberalne i lewicowe znajdują się w odwrocie i będą raczej walczyć o przetrwanie niż o wchodzenie do ministerialnych gabinetów. SLD, Palikot, Platforma Obywatelska ? wszystkie te ugrupowania nie mają pomysłu na projekt, który przyciągnął by ludzi i odciągnął ich od antyliberalnych i zahaczających o autorytaryzm ciągot. Zieloni mogą mieć wspaniałe i idealistyczne postulaty ale ich poparcie w społeczeństwie jest, nie oszukujmy się, niemalże zerowe.

Problem pojęć

Znakomita część problemu leży w języku i narracji jaką narzuciły po 2005 roku dwie główne polskie partie polityczne, przeciwstawiając sobie koncepcje ?Polski liberalnej? i ?Polski solidarnej?. Przyjmując tego typu binarny podział zakładamy, że obie koncepcje wykluczają się nawzajem: liberalizm oznacza siłą rzeczy egoizm i zafiksowanie na punkcie jednostki i wyklucza zatroskanie większą wspólnotą. Z kolei solidaryzm wymaga oddania się sprawom narodu bez poszanowania dla ludzkiej odrębności i wolności, musi patrzeć krzywym okiem na przypadki ?nienormalności?, odejścia od uznawanych norm i wartości. Innymi słowy ? liberał musi być egoistą, a zwolennik solidaryzmu musi być podejrzliwy wobec różnorodności (np. seksualnej) i siłą rzeczy nie może być liberałem.

Zagrożenia idą więc z dwóch stron. Liberalizm jaki proponowała Platforma Obywatelska znalazł swoje ukoronowanie w ekstremistycznych koncepcjach libertariańskich Janusza Korwin-Mikkego, który będąc dotąd na marginesie polityki, nagle przybrał na popularności i ma obecnie szansę na wejście do Sejmu. Sama Platforma utraciła jakikolwiek liberalny powab ? stała się pragmatyczną partią władzy, na która spada brzemię wszelkich niepowodzeń w polityce państwowej. Ciężko być popularnym po 8 latach rządów, szczególnie gdy porzuca się swoje ideały i schodzi do ideologicznej defensywy. To co miało ciekawy powab w 2005 roku, teraz powraca w zdeformowanej i zradykalizowanej formie ? pod szyldem Kongresu Nowej Prawicy.

Z drugiej strony, demokracja liberalna atakowana jest nacjonalistyczny populizm, opierający się na strachu przed innością, żywiący się iluzją ?ucisku Kościoła Katolickiego w Polsce? i zmowy elit przed biednymi, wyzyskiwanymi ludźmi. Niechęć do Unii Europejskiej i imigracji (który to problem jeszcze Polski poważnie nie dotyka); obawa przed ?innymi? i chęć powrotu do bezpiecznej, zamkniętej wspólnoty opartej na twardych i jasnych zasadach, za których łamanie się przykładnie karze; uznanie zasady ?winner takes all? wedle której ten kto wygrywa demokratyczne wybory ma prawo do legislacji nie ograniczonej troską o przegranych i ? przede wszystkim ? odrzucenie liberalnego konsensusu, zgodnie z którym kompromisy w życiu społecznym są konieczne, tak aby państwo było państwem dla wszystkich obywateli: nie tylko katolików, nie tylko pochodzenia polskiego i nie tylko heteroseksualnych. Wszystkie te cechy są lustrzanym odbiciem legislacji i nastrojów w sławetnym Budapeszcie, który ma zagościć teraz także w Polsce. Demokracja liberalna jest trudna (o czym pisałem w swoim artykule na temat prof. Chazana [1]) i coraz więcej wskazuje, że tracimy chęć do jej praktykowania.

Alternatywa

Szansą na wyjście z tego impasu jest resuscytacja pojęcia socjaldemokracji ? ustroju, który stanowi swoistą hybrydę pomiędzy liberalizmem a solidaryzmem, pomiędzy interwencjonizmem państwowym a poszanowaniem dla wolności i autonomii jednostki. Możemy to rozwiązanie nazywać na wiele sposobów: socjaldemokracją, socjalizmem, państwem opiekuńczym, trzecią drogą albo kapitalizmem nordyckim. Co jednak najważniejsze, koncepcja ta opiera się na dwóch fundamentach.

Pierwszym z nich jest liberalizm. Socjaldemokracja jest ustrojem liberalnym, w tym sensie że sprzeciwia się wszelkim koncepcjom totalistycznym i autorytarnym (czy to spod znaku komunizmu czy państwa wyznaniowego) i stara się opierać nie na narzucaniu swej odgórnej woli członkom społeczeństwa, ale na odnajdywaniu konsensusu społecznego. Stanowi ona część demokracji liberalnej i w pełni tą demokrację liberalną akceptuje. Pluralizm nie jest tu oparty na zasadzie ?tolerancji? (bardzo brzydkiego zresztą słowa), lecz stanowi on absolutną podstawę wszelkiej ludzkiej koegzystencji. ?Inny? nie jest wrogiem, którego mam tolerować i jakoś przecierpieć, ale jego odmienność stanowi podstawę dla mojego własnego istnienia w wymiarze społecznym. Różnorodność jest czymś niezbywalnym i pożądanym a różnice zdań są czymś normalnym. Państwo powinno więc przez swoje ustawodawstwo tworzyć warunki, które będą możliwe do zaakceptowania przez w s z y s t k i e elementy społeczeństwa. W społeczeństwie są zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy aborcji ? legislacja musi więc iść na kompromis i tworzyć prawo, które będzie możliwe do zaakceptowania przez obie strony (chociaż dla obu stron będzie to wyjście niedoskonałe). Ale państwo musi też pozostawiać jak największy margines odpowiedzialności moralnej samym obywatelom ? i stąd dążenia, aby kwestie takie jak aborcja legalizować i pozostawiać do osądu pojedynczej jednostce ludzkiej. To nie państwo osądza czy coś jest moralne czy nie ? ludzie sami musza wziąć na swoje barki ciężar decyzji. Te dwie tendencje mogą się ze sobą ścierać, ale na tym właśnie polega demokracja liberalna ? na nieustannej dyskusji, płynności, zmienności i dążeniu do rozwiązań, które może zaakceptować jak największą ilość osób. Jednostka sama decyduje o sobie ? o swoich poglądach, religii, aktywnościach, seksualności.

Na tym liberalizm często poprzestaje. I to wydaje się być głównym problemem polskich liberałów po 1989 roku ? koncentracja jedynie na autonomii jednostki, która może w bardzo łatwy sposób prowadzić do egoizmu. Nie można się więc dziwić, że koncepcje takie jak pana Jarosława Kaczyńskiego stają się popularne i ?demokracja liberalna? staje się synonimem zgniłego systemu w którym ?każdy sobie rzepkę skrobie?. Aby nie obrócić się w zwykły egoizm, liberalizm potrzebuje solidaryzmu społecznego.

To druga część składowa socjaldemokracji. Solidarność społeczna przejawia się w poczuciu o d p o w i e d z i a l n o ś c i za drugiego bliźniego ? i to nie tylko naszego brata, siostry, matki czy dziecka. Nie wynika to z jakichkolwiek interesów czy rachunku ekonomicznego. Odpowiedzialność za drugiego człowieka i s t n i e j e, niezależnie od tego czy jest opłacalna ekonomicznie czy nie. A doświadczenie XX wieku pokazuje, że jak najbardziej się opłaca.

Solidaryzm społeczny nie może się przejawiać tylko w postawach jednostkowych. W świecie w którym konsekwencje naszych działaniach wykraczają daleko poza bezpośrednie stosunki międzyludzkie, odpowiedzialność moralna potrzebuje narzędzi, aby sięgać sfer w które normalnie by nie sięgnęła. Może to zagwarantować jedynie aparat państwa poprzez mądrą politykę społeczną. Ubezpieczenia zdrowotne i społeczne, zasiłki dla potrzebujących, bezpłatna edukacja, bezpłatna służba zdrowia ? to wszystko są ?protezy? które odpowiedzialność moralną rozciągają ponad zasięg pojedynczej jednostki. W społeczeństwie egocentrycznym w którym liczy się tylko ?Ja? może być to postrzegane jako kradzież własności bogatych, którzy wcale na to nie zasłużyli. Ale to kwestia wyznawanych wartości i poczucia odpowiedzialności za bliźniego. Jeśli poczucie odpowiedzialności zanika ? pojawia się bezduszny ekonomizm, a miejsce bliźniego zajmuje ?pasożyt? którego trzeba wykarmić na koszt państwa. Moralność ulega ekonomii i można z pełną zadowolenia twarzą pozwolić swojemu bliźniemu cierpieć albo i umrzeć z głodu.

Zastąpienie ?wydajności? moralnością może się wydawać czymś szczytnym, ale też mocno naiwnym. Dobroć dobrocią, ale rachunki muszą się zgadzać. Sęk w tym, że wydatki społeczne nie są wydawaniem pieniędzy do pustej studni ? stanowią one inwestycje, i to inwestycję jak najbardziej zwrotną. Ludzie którzy mają lepsze wykształcenie mogą lepiej pracować na rzecz państwa, jeśli ich stan socjalny się poprawia ? poprawia się też stan ich zdrowia, dłużej żyją, popełniają mniej samobójstw, rzadziej popadają w alkoholizm czy inne uzależnienia. Śmiertelność noworodków, długość życia, niedożywienie, nadwaga, choroby psychiczne, poczucie niepokoju i strachu ? wszystko to jest o wiele bardziej rozpowszechnione w państwach o większych rozpiętościach dochodowych, w których państwo ogranicza swe funkcje redystrybucyjne. Opieka państwa nad słabszymi nie jest więc zaledwie kwestią moralności czy etyki. Ze zdrowego społeczeństwa, w którym jest jak najmniej patologii społecznych korzystają wszyscy, również ci najbogatsi. No, chyba że przez miarę szczęścia rozumiemy możliwość dokupienia sobie kolejnych 10 luksusowych łódek. Dla takich osób, dzielenie się z innymi może rzeczywiście być rzeczą nie do pomyślenia.

Przykładek udanego zastosowania modelu socjaldemokratycznego są obecne państwa skandynawskie, ale też większość krajów zachodnio-europejskich w latach 1950-1980. Pokazują one, że świadczenia socjalne mogą iść w parze z boomem gospodarczym, rosnącą produkcją i generalnym dobrobytem. Propaganda lat ?80, pani Thatcher i pana Reagana, nie wytrzymuje zderzenia z faktami.

Podsumowanie

Polacy jak i cała Europa stoją obecnie przed wyborem. Możemy iść w kierunku nacjonalizmu, ponownego zamykania granic, dzielenia ludzi na ?naszych? i ?onych? oraz narzucania wszystkim ludziom naszych własnych standardów religijnych czy etycznych. Polacy mają jeszcze bardziej egzotyczną opcję ? mogą stanąć po stronie skrajnego libertarianizmu, zagłosować na Korwina i powtórzyć za biblijnym Kainem, ?Czyż jestem stróżem brata mego?? Nie, jesteśmy wolnymi ludźmi i możemy wybrać sami co chcemy robić. Ale fakt, że coś jest możliwe nie oznacza, że jest dobre. Wolność niczym nie ograniczana staje się samowolą i może doprowadzić do chaosu. Ale brak wolności jest równie niebezpieczny ? i jako państwo post-realnosocjalistyczne winniśmy o tym wiedzieć.

Wierzę w to, że przyszłość Europy i Polski leży w liberalizmie i liberalnej demokracji. Ale to za mało, liberalizm to niezwykle szerokie pojęcie. Potrzebny jest nam liberalizm solidarny, potrzebna jest nam socjaldemokracja. To bardzo ogólne stwierdzenie, a konkrety programowe są do ustalenia przez dziesiątki albo setki polityków, ekspertów i zwyczajnych obywateli. Ale jeśli bylibyśmy w stanie się zgodzić chociażby co do tych ogólnych kierunków ? to byłby już wielki sukces. Socjaldemokracja to tylko jedna z wielu opcji, ale moim zdaniem najlepsza dla nas wszystkich.

 

Mateusz Kuryła

 

[1] http://pikio.pl/doktor-chazan-i-demokracja-liberalna/

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również