UDOSTĘPNIJ
fot. Andrzej Hrechorowicz/KPRP

Na jaw wyszła kolejna afera związana z Biurem Ochrony Rządu. Okazuje się, że generał Pawlikowski wcale nie odszedł z BOR przez – jak podano oficjalnie – zły stan zdrowia.

Według oficjalnej wersji wydarzeń generała Pawlikowskiego odwołano z funkcji szefa BOR, gdyż sam o to poprosił. Na odchodne premier Beata Szydło chwaliła Pawlikowskiego i utyskiwała, że niestety nie będzie mógł dłużej sprawować funkcji.

 – Generał Pawlikowski zrobił bardzo dużo dobrego w Biurze Ochrony Rządu. Jego roczna praca przeze mnie jest oceniona bardzo dobrze. Tak jak wcześniej wspomniałam, mieliśmy duże imprezy, ważne imprezy w Polsce w 2016 roku. Były przecież Światowe Dni Młodzieży, był szczyt NATO. Wszystko przebiegało naprawdę bezpiecznie. Wszystko przebiegało na bardzo wysokim poziomie organizacyjnym. To jest również ogromny wkład pracy pana generała Pawlikowskiego. No ale tak to się zdarza często, że są powody, kiedy trzeba zrezygnować ze służby i pan generał Pawlikowski poprosił właśnie o taką możliwość. – mówiła.

Z medialnych doniesień wynika, że rządowa wersja nie ma wiele wspólnego z prawdą. W rzeczywistości Pawlikowskiego odwołano przez szereg wpadek. Według „Faktu” czarę goryczy miała przelać listopadowa kompromitacja Biuro Ochrony Rządu podczas wizyty prezydenta w Strasburgu.

Zamiast na terenie ambasady, funkcjonariusze zaparkowali prezydencką limuzynę… na niestrzeżonym parkingu. W efekcie, ktoś włamał się do samochodu. Co więcej, Pawlikowski starał się zatuszować włamanie. To właśnie kolejna wpadka, którą w dodatku starał się ukryć zadecydowała o tym, że nie jest już dłużej szefem BOR.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również