UDOSTĘPNIJ
fot. pixabay, youtube/Prawo i Sprawiedliwość

Wytaczane przez byłego pracownika Polskiego Czerwonego Krzyża oskarżenia mogą na dobre pogrążyć PiS. Jedną z beneficjentek nielegalnego procederu miała być minister Anna Zalewska.

Bartłomiej Łoś-Tynowski w rozmowie z „Wyborczą” opowiedział o tym, jak politycy PiS mieli pobierać pieniądze od PCK i wydawać je na kampanię wyborczą. Mężczyzna do grudnia ubiegłego roku był pracownikiem dolnośląskiego oddziału organizacji.

Łoś-Tynowski miał pozostawać w stałym kontakcie z Jerzym G.- radnym i współpracownikiem Anny Zalewskiej. To właśnie on miał nakazać pracownikowi PCK wpłatę 7 tys. zł. na kampanię obecnej minister oświaty.

Pieniądze, które Łoś-Tynowski miał wpłacić na rzecz Anny Zalewskiej pochodziły ze sprzedaży odzieży używanej. Do transakcji miało dojść przed wyborami parlamentarnymi. Były pracownik PCK miał przekazać G. pieniądze w kopercie na tyłach hotelu Agro przy ul. Zwycięskiej we Wrocławiu.

Przed wyborami w 2015 roku dyrektor G. poinformował mnie też, że poseł PiS Piotr Babiarz (szef dolnośląskich struktur partii) chce wydać gazetkę ze swoimi osiągnięciami. I że mam mu zawieźć pieniądze. 7 tys. zł pobrałem z konta, na które przelewane były środki ze sprzedaży odzieży używanej zbieranej na rzecz PCK – mówił „Wyborczej” Łoś-Tynowski.

Przy okazji w zeznaniach mężczyzny pojawia się wątek przekrętu, jakiego dopuszczać miałoby się PCK. Polegać on miał na założeniu przez organizację firmy, zbierającej i sprzedającej używaną odzież oddawaną do kontenerów przez darczyńców. Zysk miał być wyprowadzany poza PCK i wynieść nawet 1 mln zł.

Łoś-Tynowski nie przyznaje się do nielegalnego procederu. Podobnie, Anna Zalewska nie komentuje zarzutu przyjmowania pieniędzy z PCK.

źródło: INN Poland

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również