UDOSTĘPNIJ
fot. kebox photoxpress.com

Marszałek Sejmu Radosław Sikorski powołując się na kwestie formalne wycofał gotowy projekt kontrowersyjnej według wielu środowisk uchwały „antypornograficznej”. Oznacza to, że Sejm nie zajmie się blokowaniem pornografii w internecie w tej kadencji.

Projekt został odrzucony z dosyć prozaicznego powodu. Okazało się, że jednym z sygnatariuszy projektu był poseł Jarosław Żaczek, który po wyborach samorządowych zrzekł się mandatu parlamentarzysty na rzecz stanowiska burmistrza w Rykach (woj. lubelskie) tym samym pozbawiając projekt wymaganych 15 podpisów. Posłowie Solidarnej Polski zapowiadają powrót do uchwały jednak projekt musi przejść długą drogę legislacyjną od początku co oznacza, że w tej kadencji Sejm nie zdąży się nim już zająć.

Zgłoszona przez klub Solidarnej Polski uchwała wzywała ministra cyfryzacji i administracji do znalezienia sposobu na ograniczenie dostępu do pornografii w sieci. Projekt zakładał m.in. to, że dostawcy internetu na własny koszt mieli być zobowiązani do przygotowania rozwiązań umożliwiających blokowanie rodzicom takich treści.

Krytycy uchwały wskazują szereg wątpliwości. Głównym problemem według nich jest przerzucanie kosztów takich rozwiązań na prywatne podmioty, czyli dostawców internetu.

Kolejnym problemem okazała się potrzeba gromadzenia danych osobowych. Wojciech Wiewiórski, były Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych wskazywał, że z uwagi na to iż blokady te byłyby nakładane dobrowolnie operator posiadałby wiedzę odnośnie tego kto jej używa a kto nie co naruszałoby prywatność jego klientów. Wtórują mu prawnicy PANOPTYKON, organizacji działającej na rzecz ochrony praw i wolności obywatelskiej, którzy zwrócili także uwagę na zbyt ogólnikowy charakter proponowanych rozwiązań co w przyszłości mogłoby budzić jeszcze większe wątpliwości.

– Stosowanie techniki blokowania na poziomie sieci telekomunikacyjnej poprzez zastosowanie filtrów, a tym bardziej wprowadzenie sieciowych mechanizmów cenzury, to nie jest metoda skuteczna. Po drugie, powoduje ona skutki negatywne z punktu widzenia praw obywatelskich, a więc prywatności i wolności słowa, bo tak naprawdę oznacza podglądanie treści użytkowników – powiedziała współzałożycielka PANOPTYKONu, Katarzyna Szymlewicz w wypowiedzi dla tvn24.

Wielu komentujących wskazuje też brak jasnej definicji pornografii w polskim prawie. Brak takich ustaleń spowodowałby, że dostawcy internetu mieliby problem z interpretacją zapisów uchwały co miało miejsce np. w Wielkiej Brytanii gdzie Biblioteka Brytyjska blokowała „Hamleta” lub strony poświęcone edukacji seksualnej.

Przeciwnicy uchwały antypornograficznej wskazują także na to, że już dzisiaj każdy rodzic lub jakikolwiek inny klient dostawców internetowych może na własną rękę zaopatrzyć się w tzw. blokady rodzicielskie, które skutecznie blokują dostęp do treści pornograficznych z komputerów, na których są zaintstalowane.

źródło: softnet.pl/tvn24