UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia

Reżyser Robert Gliński, który prywatnie jest bratem ministra kultury Piotra Glińskiego, na jednym ze spotkań ze studentami stwierdził, że jego brat jest idiotą, który dał się wpuścić w polityczną wojnę.

Chodzi o sprawę kontrowersyjnego spektaklu „Śmierć i dziewczyna” we wrocławskim Teatrze Polskim, w którym pojawiły się sceny o zabarwieniu erotycznym. Minister kultury mocno krytykował wydarzenie zapewniając jednocześnie, że „za pieniądze publiczne pornografii w polskich teatrach nie będzie„.

Do całej sprawy niedawno odniósł się jego brat, reżyser Robert Gliński, podczas jednego ze spotkań ze studentami Łódzkiej Szkoły Filmowej.

 – Znam dyrektora tego teatru od lat trzydziestu. On nie cofnie się przed niczym, żeby zrobić promocję. Zauważył, że jest taki naiwniak, no to go podpuścił. Zwołał kółka maryjne, zrobili manifestację przed teatrem i miał reklamę. A mój brat idiota się w to wpuścił. Ale nie wpuścił się już w drugą prowokację, czyli w Klatę w Krakowie – stwierdził Robert Gliński.

Sam minister kultury zapytany o komentarz w sprawie słów swojego brata oświadczył, że jego brat powiedział to po „kumpelsku” i nie miał nic złego na myśli. Minister Gliński zapowiedział również, że autorów insynuacji (tj. Gazeta Wyborcza) pociągnie do odpowiedzialności.

 – Robert uważa, że dałem się podpuścić i padłem ofiarą prowokacji dyrektora teatru. O tym mówił na wykładzie ze studentami, nie do żadnych mediów, i tam miało paść sformułowanie, jakoby dałem się wrobić jak idiota, jak ktoś naiwny. Ale przecież mówił to o mnie nie złośliwie, tylko po kumpelsku, jak brat do brata, w przenośni. I to jest całkiem co innego, niż to, co kolportowały niektóre media, jakoby Robert stwierdził: mój brat to idiota, bo prowadzi taką, a nie inną politykę. Za ten tytuł pociągnę ich do odpowiedzialności – powiedział w rozmowie z mediami Piotr Gliński.

Obserwuj Pikio.pl, by być na bieżąco:


bh, źródło: tvp info / gazeta / wpolityce

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również