UDOSTĘPNIJ

Warszawa, 1.08.2016 godz.17.00

Właśnie wybiła godzina W.
Ryk syren wypełnił powietrze, biało-czerwony dym okrył Warszawę a samochody i ludzie- wszystko co żywe i martwe stanęło jak na komendę oddając pośmiertny hołd bohaterom Tamtych Dni.
Minuta ciszy upamiętniająca 63 dni walki.
Przenoszę się w czasie 72 lata wstecz.

Słyszę: ryk nurkujących bombowców, świst śmierci, rozdzierające krzyki rannych i konających.
Widzę: secesyjne kamienice poorane pociskami. Leje po bombach tam gdzie niegdyś stało przedszkole. Wychudzone twarze staruszków, którzy z drżeniem oglądają ruiny własnego domu. Mrok warszawskich kanałów, które zastąpiły zawalone gruzami ulice. Młodą kobietę tulącą w ramionach zwłoki 4-letniego synka- jednej z 200 tys. ofiar ostatniego, polskiego powstania.

Ale widzę również inne obrazy: ślub powstańczej pary, która w otchłani piekła przyrzeka sobie wieczną miłość w akompaniamencie huku walących się budynków na Nowym Świecie, gdzie jeszcze kilka lat temu chodzili razem do roztańczonego Caffe Dancing. Dziś budują swój nowy świat na gruzach tamtego.
Widzę postacie młodych inteligentów, 50 tys. poetów, wieszczy, naukowców, filozofów, którzy z pistoletami w rękach i granatami za pasem, idą pewnym krokiem bić się za wolność i ojczyznę. Za Pawiak, łapanki i obozy. I za cudzy ból. I za własne łzy- rzekł poeta i padł trafiony kulą gołębiarza. Po wojnie tysiące będą zaczytywać się w jego wierszach, płacząc nad urwanym tak wcześnie talentem i zadziwiając się jego męstwem. Choć tak kruchy i delikatny za życia, po śmierci przemieni się w posąg trwalszy niż ze spiżu.

Widzę Zawiszę Czarnego, Augustyna Kordeckiego, Tadeusza Kościuszkę, Jana Kilińskiego, Józefa Poniatowskiego, Jana Henryka Dąbrowskiego, Langiewicza, Sowińskiego, Skalskiego,Skorupkę, Łukasińskiego i Wysockiego- wszystkich polskich bohaterów z epok minionych zamkniętych w sylwetkach absolwentów najlepszych polskich gimnazjów- wysokich i niskich, postawnych i szczupłych, w okularach i bez, kwiatu polskiej młodzieży, który swoimi płatkami przykryje warszawskie ulice. Będą po nich jeździły czołgi i deptać je będą żołdacy zarówno w niemieckich jak i sowieckich mundurach.
Ale to właśnie z tych płatków narodzi się Nowa Polska, odwołująca się do postawy bohaterów- a nie zdrajców i kolaborantów, którzy choć fizycznie przeżyli, duchowo byli martwi już za życia.

Widzę łopoczącą na wietrze biało-czerwoną flagę, zatkniętą na szczycie drapacza chmur, która choć poszatkowana kulami, wciąż jeszcze dumnie spoziera na całe miasto – symbol nie dającej się zdusić wolności, która drzemie w sercu każdego Polaka. Powód do dumy, ale i rachunku sumienia.
Widzę nadzieję, niesłowną matkę wszystkich Polaków, gorejącą w ogniu płonącej Warszawy.
Wtedy spłonęła, lecz dziś, na podobieństwo feniksa znowu rozwija skrzydła.

Nie da się słowami opisać bohaterstwa ludzi, którzy 1.08 chwycili za broń i wyszli na ulice polskiej stolicy.
Każde określenie- nawet najwznioślejsze- wypada blado przy ogromie męstwa i poświęcenia, które było udziałem tych młodych Polaków- prawdziwej elity naszego narodu.

Przez 63 dni Ci duchowi spadkobiercy najmężniejszych spośród polskich bohaterów, walczyli z wrogiem, który przytłaczał ich nie tylko swoją ilością, ale również sprzętem i wyszkoleniem.
Wielu z nich walczyło do ostatniej kropli krwi , wzorem Józefa Poniatowskiego niewolę poczytując za najwyższą hańbę.
Z ich krwi wzrosną miliony.
Inni, walcząc do ostatniego naboju, poddawali się dopiero na wyraźny rozkaz najwyższego dowództwa wykazując się wzorową, żołnierską dyscypliną.
Ci również udowodnili, że nie ma żołnierza nad Polaka.

Ktoś kiedyś napisał, że Polacy to naród urodzonych żołnierzy.
Nie przedsiębiorców, nie rolników, nie kupców ani artystów- tylko właśnie żołnierzy.
Trudno się z tym nie zgodzić.
Żaden inny naród nie może się pochwalić choćby zbliżoną ilością przykładów indywidualnego bohaterstwa, które towarzyszyły każdej toczonej przez Polaków wojnie.
Polacy jak żaden inny naród, wyróżniają się wyjątkową brawurą, odwagą, fantazją, poświęceniem wytrzymałością i dyscypliną w sytuacjach skrajnych. Są to cechy, które stanowią o wartości każdego żołnierza i które w sytuacji największego zagrożenia są nieodzowne aby zapewnić narodowi przetrwanie nie tylko biologiczne- ale i duchowe, w postaci wspólnej, pielęgnowanej Pamięci.

Niestety jednak to co przesądza o skuteczności Polaka jako żołnierza, często przesądza również o nieskuteczności naszych dowódców.
Nikt nie może oczekiwać od zwykłego człowieka zimnego wyrachowania, skrajnej racjonalności i dalekowzroczności.
Relacje międzyludzkie w takim społeczeństwie stałyby się zresztą zupełnie nie do zniesienia. Oblicza takiego instrumentalnego, „komputerowego” spojrzenia na człowieka możemy obserwować na co dzień w świecie współczesnym- całkowicie zdominowanym przez pojęcia „zadaniowości/celowości” i „interesu”.
Od zwykłego człowieka należy raczej wymagać przymiotów serca takich jak honor, uczciwość, zdolność do poświęceń, przywiązanie do wyższych wartości moralnych- cech, które stanowiły etos Powstańców i bohaterów Polski Podziemnej.

Czym innym jest jednak zagadnienie „żołnierza”, w rozumieniu zwykłego człowieka, a czym innym zagadnienie dowódcy, człowieka odpowiedzialnego nie tylko za swoich najbliższych, ale również za tysiące „podkomendnych”.
I tak jak żołnierz wyrachowany i skrajnie racjonalny będzie najprawdopodobniej złym żołnierzem, tak i dowódca naiwny, kierujący się porywami serca i niezdolny do szerszej kalkulacji może sprowadzić na podlegających mu ludzi straszliwe nieszczęścia.

Niestety Powstanie Warszawskie jest doskonałą ilustracją tego zjawiska.
Na ulicach Warszawy walczył -bez szans powodzenia- i ginął kwiat polskiej młodzieży, ludzie, którzy wychowywani w kulcie wartości rycerskich i patriotycznych mający wszelkie predyspozycje do tego aby w przyszłości tworzyć trzon odnowionego społeczeństwa polskiego- być wzorowymi obywatelami: nauczycielami, urzędnikami, prawnikami, naukowcami, artystami a przede wszystkim wspaniałymi mężami i żonami, ojcami i matkami.
System wychowawczy- choć niepozbawiony licznych wad i patologii- był bez wątpienia największym sukcesem II RP.

Ci jednak, którzy stali na ich czele, nawet jeśli mieli podobne predyspozycje, w żaden sposób nie nadawali się do sprawowania funkcji przywódczych.
Zmarnowali bezcenny potencjał tysięcy, którzy im podlegali.
Zbyt łatwo dali się wywieść w pole manewrom obcych wywiadów, byli zbyt ufni, zbyt naiwni i lekkomyślni.
Oczywiście zdarzali się wśród nich również zdrajcy i ludzie nikczemni- tak jak i wśród żołnierzy z biało-czerwonymi opaskami, walczących na ulicach Warszawy,
niemniej jednak stanowili margines, nie oddziałujący w sposób istotny na przebieg wydarzeń.
Faktem jest, że wśród elit politycznych rządzących Polską przedwojenną i podziemną na gwałt brakowało…Polityków.
Wyjaśnijmy to pojęcie aby uniknąć zbędnych nieporozumień: brakowało nam ludzi, którzy głęboką i żarliwą ideowość łączyliby z zimną kalkulacją i zdrowym rozsądkiem zdolnym uratować polski naród z pułapki zastawionej na niego przez obce wywiady i obce interesy.
To właśnie Ich brak wyobraźni, zdrowego rozsądku, naiwność i nieumiejętność oddzielania interesów prywatnych od publicznych okazał się być głównym sprawcą większości polskich nieszczęść XX wieku.

Na zakończenie, krótkie podsumowanie:
Czy powstanie miało jakąkolwiek szansę powodzenia?
Nie. Było z góry skazane na zagładę.
Czy powstańcom udało się wywalczyć jakiekolwiek polityczne ustępstwa, lepsze traktowanie przez nadchodzącego, azjatyckiego okupanta, a może realne wsparcie Zachodu?
Nie. Zachód już dawno sprzedał nas sowietom w zamian za ustępstwa w Europie środkowo-zachodniej, powstanie było tylko gwoździem do trumny polskiego narodu, politycznym aktem samozagłady, który dokończył dzieła zniszczenia polskiej inteligencji i ułatwił sowietyzację utopionej we krwi Polski.
Czym kierowali się przywódcy Powstania wydając decyzję o jego wybuchu?
Chęcią zachowania kontroli nad rozwojem wypadków, uratowaniem własnej pozycji politycznej a przede wszystkim mirażami zaszczepionymi im przez agenturą radziecką i brytyjską o „nadchodzącej odsieczy.”

Powyższe pytania zadają przedstawiciele zarówno prawej jak i lewej strony politycznej barykady, od kilkudziesięciu lat debatujący nad „sensownością” Powstania Warszawskiego. Nie ma w nich nic złego- prowadzą raczej do ożywienia narodowej pamięci i wzmożonej refleksji.
Nie mają one wydźwięku „potępiającego”, są po prostu preludium do merytorycznej dyskusji o historycznym tle i politycznych następstwach tego tragicznego wydarzenia.

Zupełnie inny charakter mają pytania, które padają coraz częściej ze strony lewej strony barykady propagującej całkowite odcięcie się od „starych wartości” i dawnego porządku w którego miejsce propagują kult samowolki i życia doczesnego.
Zazwyczaj pytania te brzmią następująco:
Dlaczego czcimy wydarzenie, które było całkowitą katastrofą?
Dlaczego kultywujemy akt politycznego szaleństwa w którym brała udział garstka narwańców skazujących na katusze dziesiątki tysięcy cywili?
Nie dość nam krwi przelanej, martyrologii, irracjonalności w podejmowanych przez naród decyzjach?
Nie lepiej zapomnieć o tych wszystkich krwawych zjawach i po prostu cieszyć się życiem?

Ludzie, którzy zadają podobne pytania nie rozumieją, nie są w stanie zrozumieć, że tak zwane życie materialne, wszystkie doczesne wygody, z których na co dzień korzystamy, mają jakąkolwiek wartość tylko wtedy kiedy opierają się na silnym fundamencie duchowym- w innym wypadku prowadzą tylko do postępującej demoralizacji, która odbiera człowiekowi- Człowieczeństwo.
Ludzie, którzy zadają podobne pytania nie rozumieją, że dziedzictwo Powstania to nie tylko stosy trupów, miasto wypalone do gołej ziemi i horror wojny, ale również nieśmiertelne wartości, które nadają naszemu życiu sens.
Honor, Ojczyzna, Poświęcenie, Męstwo, Zaangażowanie- to nie tylko puste slogany, przydatne na okres wojny, lecz przede wszystkim duchowe dziedzictwo zapisane nam w spadku przez powstańców- ich własną krwią. Hasła, szczególnie istotne zwłaszcza dzisiaj- w okresie całkowitego moralnego załamania, globalnej ofensywy egotyzmu, konsumpcjonizmu i materializmu.

Oto jest prawdziwy dorobek Powstania.
A jednocześnie przyczynek do głębokiej zadumy nad naturą polskiego narodu.
Kultywujmy pamięć o Bohaterach i wartości którymi się kierowali.
Krytykujmy warstwę przywódczą i spróbujmy stworzyć nową, własną, która zachowując pozytywny dorobek przodków, nie będzie powtarzała ich błędów.
Walczmy o społeczeństwo bohaterów- rządzonych przez mężów stanu. Nawet jeśli stanowiliby tylko znikomy ułamek całości.