UDOSTĘPNIJ

Jako człowiek sympatyzujący z prawą stroną sceny politycznej, uznaję się za przeciwnika demokracji, a zwolennika republiki/monarchii. Jestem też realistą i preferuję zmiany, które są możliwe do wprowadzenia teraz, a wiem, iż na wprowadzenie w/w systemów nie ma obecnie żadnych szans. Dlatego właśnie, chciałbym przedstawić swój pomysł na zreformowanie demokracji w taki sposób, by pozbyć się jego głównego problemu, jakim jest przysłowiowa dwa razy większa siła głosu dwóch meneli, od głosu profesora uniwersytetu, jednocześnie pozostawiając władzę w rękach obywateli. Jak to uczynić?

Otóż musimy odejść od zasady równości głosu. Przyjęte zostało, że to właśnie równość głosu zapewnia dobre i sprawiedliwe rządy, a w rzeczywistości, to właśnie ta zasada powoduje to, iż krajem rządzą ludzie, którzy nie mają pojęcia o polityce. Znacząca większość wyborców nie ma nawet podstawowej wiedzy politycznej. Dlatego właśnie obecna sytuacja w kraju jest tak dramatyczna – wygrywają populiści, którzy ładnymi regułkami i bardzo ogólnymi określeniami mamią oczy wyborcom.

Dlatego trzeba zmienić system elekcyjny w taki sposób, by o losach państwa decydowało te kilka procent ludzi, ktorzy polityką się interesują, by o losach państwa decydowali profesorowie, politolodzy, oraz zwykli ludzie, którzy na bierząco śledzą wydarzenia w kraju i na świecie, posiadając przy tym dużą wiedzę polityczną. Wtedy będziemy mieć pewność, że za decyzje odpowiadają odpowiedzialni i właściwi ludzie.

By ten projekt zyskał jednak poparcie i był możliwy do zrealizowania nie można odebrać, na dobrą sprawę, 80% obywateli prawa głosu. Co należy zrobić? Otóż należy zwiększyć siłę głosu tym, którzy wiedzą zdecydowanie więcej na ten temat. Sposobem na egzekwowanie tych zmian jest sprawdzenie wiedzy obywatela przed oddaniem przez niego głosu.

Powiedzmy sobie szczerze – jeśli wprowadzimy, z braku lepszego słowa nazwijmy to sprawdzianem, to połowa tych wyborców, którzy wahają się, czy iść na wybory czy nie, oraz tych, którzy głosują na partię rządzącą, argumentując to faktem, że ,,jakoś się żyje”, odpuszczą sobie udział w wyborach, sami przed sobą uznając rację tego projektu – że nie warto głosować, bo i tak nie ma na kogo, bo i tak się nie znam, a potem będzie wstyd przed znajomymi, że mój głos był mniej warty. To już przed startem spowoduje średnio większą wiedzę średniego wyborcy.

Jednak oprócz tych, którzy z zapałem udają się do urn, licząc, że coś się wreszcie zmieni i jakaś partia antysystemowa oderwie wreszcie przysłowiowe świnie od koryta, oraz wszelkich profesorów i politlogów, zacheconych, że dzięki tej reformie ich głos wreszcie będzie sprawiedliwie oceniony, pójdzie też oczywiście – w większym, lub mniejszym stopniu pozostała grupa obywateli, którzy wiedzy żadnej nie posiadają. I tu czas na naszą reformę, czyli siłę głosu w zależności od posiadanej wiedzy politycznej. Przejdźmy wreszcie do części praktycznej.

Przed oddaniem głosu, wyborca otrzymuje test, w ktorym ma za zadanie odpowiedzieć na naprawdę podstawowe pytania – o np. scharakteryzowanie socjalizmu i kapitalizmu, wymienienie nazwiska prezydenta, czy premiera, oraz dajmy na to 3 reform, które zostały przeprowadzone w czasie dobiegającej końca czteroletniej kadencji. Na podstawie własnych doświadczeń wiem, że naprawdę spora grupa wyborców na takim teście może polegnąć. Ci wyborcy otrzymają prawo do głosu o wartości takiej, jak dotychczas, czyli 1. Ci którzy z tym testem by się uporali, przechodziliby to kolejnej rundy. W tym momencie ich siła głosu jest większa, dajmy na to 5. Pytania byłyby trudniejsze, np. należałoby wymienić wady i zalety scjalizmu i kapitalizmu, wymienić większą liczbę ministrów i większą liczbę ustaw. Jeśli rozwiazaliby ten test, to ich siła głosu wyniosłaby np. 10, i ponownie przechodziliby do kolejnego etapu.

Pozostaje jeszcze jedna bardzo ważna kwestia. Otóż jeżeli chcemy by rządzili ci, którzy się znają, to musimy im dać tę możliwość. Wszystkim. Laureat, a często sam uczestnik konkursu z wosu w liceum, czy nawet gimnazjum ma zazwyczaj większe pojęcie od tych, których opisałem jako grupa o najmniejszych wiadomościach. W takim przypadku każdy obywatel poniżej 18 lat powinien mieć prawo głosu, jeśli zda ten test i dotrze do 2/3 etapu. Jesli chcemy by decydowali najmądrzejsi, to musimy wybrać najmądrzejszych, bez względu na to kim jest.

Jest to jedynie projekt i o ewentualnych pytaniach i liczbie głosów decydowaliby z pewnością ci najbardziej kompetentni, specjalnie do tego powołani. Można też powiedzieć, że to rozwiazanie niosłoby za sobą ogromne zmiejszenie frekwencji, a proces oddania glosu znacznie by się wydłużył. Jednak nie ma to najmniejszego znaczenia, bo ważna jest nie ilość oddanych głosów, a ich jakość. Wiem również z doswiadczenia, że ci, którzy naprawdę chcą coś zmienić, czyli głównie przeciwnicy obecnego chorego ustroju z przyjemnością spędzą nawet cały dzień przed urną, jeśli będą wiedzieć, że wreszcie można coś zmienić. Jest to najprostsza i najlatwiejsza do wprowadzenia reforma, która nie jest oczywiście doskonala, ale znacząco polepszy sytuację w kraju. Realny bowiem wpływ na decyzje państwa będą mieli najmądrzejsi, a dodatkowo władza pozostanie w rekach nas wszystkich, każdego obywatela, ponieważ każdy będzie miał nadal prawo głosu. Jedyną zmianą będzie jego uzależnienie od poziomu posiadanej wiedzy.

Zobacz również