UDOSTĘPNIJ

W Wojsku Polskim katolickie wpływy są obecne od dawna. Działają tam choćby katoliccy kapelani – pełniący funkcję swoistych oficerów politycznych (od innych kapelanów odróżnia ich to, że są jedynymi zatrudnianymi na etatach wojskowych przedstawicielami obcego państwa, którzy cieszą się niezależnością działania na mocy umowy międzynarodowej). Prowadzą tam głównie perswazję wstępną: wpajają przeświadczenie o powszechności katolicyzmu, jego nierozłączności z państwem itp. PiS zamierza te wpływy jeszcze bardziej poszerzyć.

Podczas obrad Komisji Obrony Narodowej w marcu 2016 roku, powołany przez Antoniego Macierewicza pełnomocnik MON do spraw tworzenia obrony terytorialnej kraju – Grzegorz Kwaśniak, przedstawił koncepcję obrony terytorialnej, zakładającej że celem armii powinno być m.in. „wzmocnienie chrześcijańskich fundamentów naszego systemu obronnego oraz sił zbrojnych” oraz, że „wiara polskich żołnierzy będzie najlepszym gwarantem naszego bezpieczeństwa”. Na wzór dla wojska zaproponowano zaś narodowo-katolickie organizacje partyzanckie – NSZ i NZW (tzw. „żołnierzy wyklętych”).

Podsekretarz MON – Wojciech Fałkowski w wywiadzie udzielonym „Gazecie Prawnej” (kwiecień 2016) stwierdził z kolei, że: „Wiara jest podstawą postawy moralnej. Rozumiemy to w ten sposób, że w wojsku muszą obowiązywać główne zasady dekalogu chrześcijańskiego.”

Deklaracje te są dość ogólnikowe. Co dokładnie może stać za tego typu postulatami?

Po pierwsze: parę osób w armii i ministerstwie, ubzdurało sobie najwyraźniej, że środowiska kibicowskie to dobry materiał na żołnierzy – a więc wojsko powinno się wśród nich promować, najlepiej przyjmując ich retorykę. Jako, że środowiska te obrały sobie katolicyzm za ideologię skutecznie usprawiedliwiającą agresję i nienawiść do wszystkiego wokół, wojsko musiałoby samo wyznaczać sobie podobne ideały by przy ich pomocy zachęcić kibiców do wstępowania w jego szeregi. Nie jest to nowość wprowadzana przez PiS. Taki kierunek wojsko obierało już za rządów PO, przy jej akceptacji. PiS jednak chce najwyraźniej umacniać takie nastawienie.

Pomysł jest zły nie tylko dlatego, że ktoś rekrutowany ze środowisk kibicowskich będzie raczej zagrożeniem dla obywateli (i innych żołnierzy). Błędnie zakłada się tu, że zapał i słowne deklaracje kibiców przedkładają się na ich rzeczywistą wolę i konsekwencję działania. Dowodzą tego doświadczenia z NSR, gdzie zapaleni „patrioci” rezygnują po kilku tygodniach, ponieważ wojsko okazuje się być czymś innym niż przewidywali.

Po drugie – wojsko według opcji katolickiej ma stać się instytucją wychowawczą, kształtująca społeczeństwo – jak np. w Trzeciej Rzeszy, gdzie było „najwyższą szkołą wychowania ojczyźnianego”. Ma wychowywać w duchu katolicyzmu – a więc i szerzyć właściwą dla katolickiej retoryki nienawiść. Nie tylko do potencjalnych przeciwników zagranicznych, ale też do obywateli własnego państwa, niepodzielających odpowiednich poglądów. PiS tworzy więc sobie instytucję wychowującą jego przyszły elektorat (i przyszłych przeciwników jego opozycji).

Przypatrując się dyskusjom prowadzonym w środowiskach katolickich (np. na katolickich forach internetowych), można się domyślać, czego spodziewać się po takim wojsku w ewentualnej przyszłości. Środowiska katolickie postulują bowiem przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej – aby wojskowe wychowanie dotknęło wszystkich mężczyzn. Według założeń katolików, jeżeli do armii trafi w ten sposób np. liberał, ateista, homoseksualista czy osoba fizycznie słaba – to dowódcy, jak i motywowani katolickimi ideałami pozostali szeregowi żołnierze, będą poprzez psychiczne i fizyczne znęcanie się na kimś takim – „dyscyplinować go”, aż w rezultacie albo ten ktoś „wyprostuje się”, albo nie wytrzyma i ze sobą skończy. W ten sposób wojsko miałoby nie tylko wychować, ale i eliminować ze społeczeństwa jednostki niechciane.

Po trzecie – wojsko potrzebuje narzędzi do redukowania psychologicznych kosztów i barier związanych z prowadzeniem potencjalnych działań wojennych. Są nimi zarówno stres pourazowy i inne reakcje występujące po fakcie, jak i psychiczny opór przed krzywdzeniem ludzi. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych wielu żołnierzy walczących w II wojnie światowej przyznawało się, że strzelało obok przeciwnika (nie w cel), odczuwając niechęć do zabicia człowieka. By zapobiec tego rodzaju zachowaniom, wprowadzono m.in. ćwiczenie walki z manekinami czy strzelanie do tarcz w kształcie ludzkich sylwetek – by żołnierz przyzwyczaił się do pewnych sytuacji i odczuwał mniejszy opór przed wyrządzeniem komuś krzywdy. Tam jednak w procesie kształtowania żołnierza nie stosuje się powszechnie elementów celowo zwiększających u niego chęć agresji wobec współobywateli.

Propaganda katolicka krzewi nienawiść wykorzystując m.in. dehumanizację i negatywne etykiety (np. nazywanie swoich przeciwników „komunistami”, „antypolakami”, „wrogami ojczyzny”). Mogą one być wykorzystane w wojsku jako reduktory psychologicznych kosztów i barier związanych z prowadzeniem działań wojskowych – w tym wypadku, również przeciwko własnym obywatelom. Wpajanie żołnierzowi, że nie tylko żołnierz obcego państwa, ale również obywatel Polski o np. liberalnych poglądach – jest wrogiem zagrażającym krajowi lub zwierzęciem, którego zabicie nie jest tym, czym zabicie człowieka – zmniejsza psychiczny opór tego żołnierza przed wyrządzeniem komuś takiemu krzywdy. Niweluje też ewentualną traumę wynikającą z jego zabicia – zamieniając ją w satysfakcję.

Skuteczność samej tylko dehumanizacji potwierdziły zarówno eksperymenty, takie jak dotyczący dehumanizacji eksperyment Alberta Bandury, jak i przypadki z Trzeciej Rzeszy – gdzie ten mechanizm wykorzystywano przeciwko Słowianom i Żydom.

Wzmagać nienawiść wobec współobywateli i usuwać psychiczną niechęć do krzywdzenia, może też polityka historyczna – wprowadzana silnie do wojska przez PiS. Stanowi ona perswazję wstępną. Pozwala wygodnie układać fakty historyczne i terminy, tak by przykładowo ludobójstwo odbierane było jako czyn „patriotyczny”. Może sugerować poprawność pewnych zachowań – pokazując, że już kiedyś ktoś coś danego zrobił i dlatego dziś uznawany jest za bohatera. Może zachęcać do przyjęcia konkretnego światopoglądu – jeżeli przedstawi się go jako część tradycji i tożsamości.

Przykładem tego rodzaju praktyk które rozszerzać chce w wojsku PiS, jest stawianie za wzór dla polskiego żołnierza, partyzantów z NSZ i NZW. Partyzantów, których ideą było zbudowanie państwa katolickiego i którzy na swoje partyzanckie możliwości to realizowali poprzez np. mordowanie ludzi o innych poglądach czy pochodzeniu etnicznym. Już dziś żołnierze Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca na swoich mundurach deklarują chęć mordowania Polaków. Noszą na nich bowiem naszywki z hasłem „Śmierć wrogom ojczyzny” – takie jakie nosili żołnierze NSZ i NZW, którzy pod pojęciem „wroga ojczyzny” rozumieli m.in. żyjących w Polsce liberałów, demokratów, wyznawców prawosławia, ludzi o żydowskim czy białoruskim pochodzeniu.

Po czwarte – poprzez wspomniane wcześniej wychowanie obywateli w duchu wzajemnej nienawiści i eliminowanie psychologicznych barier powstrzymujących przed krzywdzeniem, można stworzyć skuteczną formację do pacyfikowania i zwalczania opozycji. To, że PiS mogłoby zechcieć wykorzystywać wojsko przeciwko nieposłusznym mu obywatelom, sugeruje m.in. dokument Koncepcja Obrony Terytorialnej w Polsce stworzony przez Narodowe Centrum Studiów Strategicznych, gdzie stwierdza się: „Wyposażona w broń maszynową, umundurowana formacja paramilitarna, może stanowić skuteczny środek zapobiegawczy (odstraszający) działaniom antyrządowym, a także wzmocni w wymierny sposób potencjał operacyjny formacji policyjnych w czasie pokoju. Analiza wydarzeń społeczno-politycznych ostatnich 3 lat stwarzają konieczność gruntownego przeanalizowania powyższego zagrożenia oraz źródeł środków zapobiegawczych.”

Nie wiadomo jak dalekie zmiany PiS faktycznie przeprowadzi w polskim wojsku. Biorąc jednak pod uwagę wspomniane idee mające być fundamentem dla armii oraz same cele przewidywane dla wojska – kierunek takiej polityki (obecnie animowany przez PiS, wcześniej akceptowany przez PO) powinien być alarmujący dla wszystkich ceniących sobie wolność i praworządność.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułMinister chciał zakopać 8 milionów dolarów w ogrodzie przy klasztorze
Następny artykułEURO’16: Kibice rzucali cygańskim dzieciom monety, by popatrzeć jak o nie walczą (video)

Absolwent Instytutu Polityki Społecznej i Stosunków Międzynarodowych – Politechniki Koszalińskiej – w specjalizacji: komunikacja społeczna oraz Bałtyckiej Wyższej Szkoły Humanistycznej – w specjalizacji: administracja publiczna.

Zobacz również