UDOSTĘPNIJ

Kilka dni temu ogłoszono wyniki tegorocznych egzaminów maturalnych. Krótko mówiąc, nie jest różowo, a mówiąc bardziej dosadnie, wyniki są fatalne. Póki co, podobnie jak w poprzednim roku świadectwa dojrzałości nie otrzyma co czwarty abiturient klasy maturalnej.

Na wstępie, dla porządku wyjaśnię znaczenie słowa leming, którego użyłem w tytule artykułu.
Leming to człowiek, który bezkrytycznie wierzy w to, co usłyszy w telewizji, albo przeczyta w Internecie i przyjmuje to wszystko bez żadnego zastanowienia; nie zgłębia wiedzy, a jednocześnie uważa się za mądrego.

Część właściwą tego tekstu chciałbym rozpocząć od pewnego truizmu, który już nie raz był podnoszony w debacie publicznej przez niektóre kręgi osób zatroskanych o stan wiedzy młodych Polek i Polaków. Obecnie największą bolączką naszego systemu edukacji jest to, że nie kształtuje on pożądanych postaw, nie jest on również nastawiony na wzbudzanie zainteresowania nauką, tego jak jej poszczególne dziedziny potrafią być fascynujące. Dzisiejszy system nauczania nastawiony jest jedynie na pewne określone efekty kształcenia. Adeptom wszystkich rodzajów szkół wtłacza się do głów określone algorytmy rozwiązania typowych zadań, czy udzielenie wzorcowej odpowiedzi w pytaniach testowych. Za taki stan rzeczy w równym stopniu, co wymagania programowe, odpowiadają nauczyciele – ulegają konformizmowi narzuconemu przez system, nie wysilając się za nadto ponad stawiane im wymogi. Jak już wspomniałem dzisiejszym głównym zadaniem młodego pokolenia jest stawienie czoła egzaminowi dojrzałości, promującemu szablonowe myślenie i działanie według wyuczonych schematów. Oczywiście, ma to swoje plusy: ministerialne statystyki zdawalności sięgają przyzwoitego poziomu. Jak zresztą miałyby wyglądać, jeżeli obowiązkową maturę potrafi zdać każdy, kto potrafi czytać i pisać?
Niektórzy mogliby stwierdzić, że dotyczy to jedynie gimnazjum i liceum, a studia to zupełnie inna bajka. Nie jest tak jednak do końca. Tony kserówek, wybrane rozdziały (czy ich fragmenty) z dziesiątek publikacji. Pomieszani autorzy, zapomniane tytuły… To wszystko nieważne, liczy się tylko wykucie zadanego fragmentu. Nikogo nie interesuje, czy poznaliśmy tok myślowy autora, jaką drogą dotarł do takich, a nie innych wniosków. To bez znaczenia, chodzi tylko o zaliczenie. Nieliczni, którzy widzą w studiach możliwość rozwijania zainteresowań, najczęściej tracą wiarę w ciągu pierwszych semestrów, biegający z uczelni na uczelnię wykładowcy nie mają szans zauważyć wyróżniających się jednostek, wyłowić ich z tłumu tych, którzy w studiowaniu widzą coś więcej poza przedłużeniem młodości. Zjawisko porzucania nadziei na rozwijanie zainteresowań, czy pogłębianie wiedzy widoczne jest w szczególności wśród studentów kierunków humanistycznych – barierą jest w tym przypadku brak wyraźnych perspektyw na przyszłość, jeśli chodzi o zatrudnienie.

Pytanie o kształcenie i system edukacji jest pytaniem o tyle istotnym, że odpowiedź na nie rzutuje na przyszłość Polski i tak uformowanego społeczeństwa, na to w jakim społeczeństwie przyjdzie nam żyć w przyszłości.

Ludzie pozbawieni systemu wartości, mentalni debile – spotykamy ich niemal zawsze i wszędzie. W autobusie, na uczelni, w pracy. Dyktatura ciemniaków ustąpiła miejsce demokracji idiotów, wspieranej przez modę na ignorancję. To jest najistotniejsza implikacja płynąca z takiego systemu kształcenia – pełno wśród nas apatycznych konformistów myślących zgodnie z oktrojowanym schematem myślenia, a tego typu ludzi będzie jeszcze więcej.

System edukacji od szkoły podstawowej, a na studiach kończąc nastawiony jest na kształcenie idiotów, a my jesteśmy jego produktami. Czy to źle, czy nasza głupota i niedouczenie ma jakieś konsekwencje?
Czy w czasie rozmowy ze znajomymi lub na imprezie przyznanie się do niewiedzy jest powodem do wstydu? Raczej nie. Wyjątkiem jest nieznajomość najnowszych memów z kwejka, de motywatorów czy wykopu ( w zależności od tego, czy znajomi są lepiej odnajdują się w żartach dla gimnazjum, czy są kucami). Ewentualnie asumptem do zażenowania może być nieobeznanie w trendach kultury masowej.
Drugie, ważniejsze pytanie: czy świadomość niewiedzy powstrzymuje nas od wydawania sądów? Nie. Bo niby dlaczego miałoby? Skoro emerytowany muzyk może być autorytetem wypowiadającym się w każdym niemalże temacie: od psychologii, przez ekonomię, aż po mechanizmy rządzące Internetem. Zawodowi politycy, którzy w dorosłym życiu zajmowali się wyłącznie przepychankami między stronnictwami i walkami o stołki, jawią się niektórym jako mężowie stanu, zbawcy Ojczyzny. To dlaczego nie my? Czemu wśród znajomych, czy Internecie nie mamy przywdziać masek mędrców? Im mniej wiemy, tym mniej mamy wątpliwości, nasze osądy mogą być kategoryczne, a riposty błyskawiczne i ostre.
Nasze recepty naprawy świata są proste i (przynajmniej w teorii) skuteczne. Wiedzę o świecie czerpiemy z nagłówków albo przewijających się na stronach ze śmiesznymi obrazkami recept na uzdrowienie gospodarki, polityki albo naszego systemu opieki zdrowotnej. Kto miałby czas czytać całe artykuły, tym bardziej te dłuższe i z gruntu wartościowsze?
Stąd może wynikać popularność polityków, populistów z każdej strony sceny politycznej. Oszołomów udających jedynie, że mają jakąkolwiek merytoryczną ofertę.

Niestety, mam wrażenie, że nad wyraz często nasze społeczeństwo „kupuje” to co sprzedaje nam machina medialna w ten, czy inny sposób powiązana z określonym lobby (politycznym, korporacyjnym, etc.).

Zobacz również