UDOSTĘPNIJ

„Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów”

Słusznie pisał Zbigniew Herbert, w jednym ze swoich najsłynniejszych wierszy, „Potęga smaku”, opisując odwagę związaną ze sprzeciwem wobec reżimowych władz. Zawiera on również uniwersalną prawdę, na temat estetyki, która „może być pomocna w życiu”. I tak, patrząc na kiepski film, od razu stwierdzamy, że albo reżyser, albo aktorzy, albo scenariusz – coś z tych rzeczy jest równie kiepskie, jak sam film. Słaba płyta danego artysty zmusza nas do refleksji na temat jego zdolności: „Czy on się nadaje?” – pytamy. W skrócie można stwierdzić, że społeczeństwo wyraża zgodę na to, by każdy robił to co umie najlepiej.

Dziwnym trafem w naszym kraju istnieje problem praktycznie niezauważalny, a niemal całkowicie akceptowalny, no może poza szeroko rozumianym środowiskiem wolnościowym. Tak wyczulony na każdy „kicz” w sztuce człowiek współczesny, nie dostrzega „kiczu”, swoistego słonia w menażerii, jakim jest obecność polityki, a właściwie polityków, w sporcie. Jeśli ktoś jednak uważa, że jest to zjawisko normalne i zdrowe, to powinien w jakiś sposób dotrzeć do nagrania z nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Kielce. Ja, niestety, miałem okazję uczestniczyć w tym, chyba niezbyt udanym, występie, w którym wzięli udział marni aktorzy, choć z małymi wyjątkami. Ale po kolei.

Moje ukochane Kielce są właścicielem klubu piłkarskiego Korona. Klub z tradycjami i najlepszy w Polsce (mimo wyników sportowych), jednak zarządzanie ową spółką akcyjną (każdy klub w Ekstraklasie jest taką spółką) okazuje się być fatalne, kumulując ogromne długi. Co jakiś czas miłościwie panujący w Kielcach prezydent Lubawski skrzykuje radnych, żeby uchwali kolejne dotacje z budżetu miasta, argumentując swój wniosek w dwojaki sposób: „Korona bez dotacji przestanie istnieć” oraz „bez dotacji nie będzie sponsora”. Do drugiego argumentu ludzie związani z klubem dodają, że już sponsor się właściwie znalazł, rozmowy trwają, ale zrozumcie: bez kasy nie da rady. I radni, bez cienia wątpliwości oddają miejskie pieniądze spółce, która już nieraz udowodniła, że pożytku z nich nie zrobi. Oczywiście, „never ending story” zakłada czasami lekki „szantażyk” niektórych włodarzy w postaci odrzucenia wniosku, ale tak jak w bajkach wszystko kończy się dobrze i książę w końcu znajduje Kopciuszka, jak nie w tej, to w następnej sesji Rady Miasta.

Podczas tej ostatniej, poproszono o prawie 3 miliony złotych. Kasa dla Miasta nie jest mała, dlatego też obrady były burzliwe i obfitowały w dyskusje i polemiki. Kłócono się, obwiniano, droczono. Sam, występujący na tej sesji, prezes klubu, nie był dostatecznie przygotowany do dostarczenia radnym informacji na temat stanu spółki, co akurat nie dziwi, kiedy domyślamy się jaki był klucz jego nominacji na to stanowisko. Najciekawsze, z punktu widzenia tego felietonu, było wystąpienie jednego z członków klubu odpowiedzialnego za dobór zawodników, trenerów i ogólnie całej ekipy, nazwijmy ją „merytoryczną”. Kiedy jednak zaczął mówić o kryteriach owego doboru, kwestiach „charakterologicznych”, „walczenia na boisku” i innych konkretach, o których zdecydowana większość rajców wiedzieć przecież nie musi, wzbudziło to mój niesmak.

Mimo pewnych utarczek, ostatecznie 18 na 25 radnych zagłosowało za przyznaniem pieniędzy. Ci, którzy najgłośniej oponowali, także zatańczyli „wesołego oberka” (Copyright Stanisław Michalkiewicz) i wcisnęli przycisk „ZA”. Tym razem, a może ponownie, włodarze klubu zapowiedzieli, że sam sponsor już napisał maila i jest tuż tuż od przejęcie Korony. Jak jednak podają niektórzy lokalni publicyści, sprawa nie jest tak prosta i kto wie, czy za niedługo nie będziemy świadkami kolejnej „sztuki” odegranej w murach Urzędu Miasta, a wówczas Kielce wejdą kolejny raz do tej samej rzeki.

Jak pokazuje powyższy obrazek, łączenie polityki i sportu to sprawa fatalna i to zarówno na szczeblu regionalnym, jak i ogólnonarodowym. Nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież nie każdy polityk zna się na sporcie, a jak pokazuje praktyka prywatne inicjatywy działają znacznie lepiej. Zastanawia więc fakt istnienia tak etatystycznego reliktu jakim jest Ministerstwo Sportu, które jak zauważają obserwatorzy, często jest miejscem, gdzie mamy do czynienia z aferami. Sport to zdrowie, Ministerstwo Sportu już niekoniecznie. Dlatego cieszy, dość cicha, ale jednak, rozpoczęta ostatnio dyskusja nad egzystencją tego resortu. Bez koniecznych reform, dalej będzie on funkcjonował, a odpowiedni Minister nie będzie rozróżniał promocji siatkówki od koncertu na Stadionie Narodowym. To dotyczy przecież nie tylko sportu!

Jeśli ludzie żywo zainteresowani sportem i piłką w Kielcach nie wezmą sprawy w swoje ręce, obawiam się kolejnego topienia Korony w polityce i pewnego dnia nie będzie już możliwości wyjścia. Sądzę, że apogeum całej tej szopki, może znaleźć swoje odzwierciedlenie w kolejnych sesjach Rady Miasta, gdzie radni, wielcy znawcy futbolu, będą debatować i głosować nad zatrudnieniem tego, a nie innego zawodnika, trenera i pewnie również masażystów, a kto wie czy sesje przedmeczowe nie zadecydują o wyjściowej jedenastce i taktyce, jaką obrać powinien szkoleniowiec. Dlatego warto powiedzieć politykom: precz od sportu! Choćby tylko dla samej estetyki.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również