UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia / kuhnmi

Z nocy z 30 na 31 grudnia jeden z samolotów lecących z Wysp Kanaryjskich do Warszawy był zmuszony awaryjnie lądować, że względu na zagrożenie podłożenia bomby na pokładzie. Szczęśliwie okazało się, że to fałszywy alarm. Za wszystko odpowiedzialny jest 68-letni Polak, który zagroził wysadzeniem samolotu, teraz tłumaczy się, że wykonywał jedynie „polecenia Boga”.

Wczorajszej nocy polscy pasażerowie samolotu lecącego z Wysp Kanaryjskich do Warszawy przeżyli chwile strachu. Jeden z nich zaczął się awanturować na pokładzie i w pewnym momencie oświadczył, że na pokładzie samolotu znajdują się ładunki wybuchowe.

Kapitan zdecydował się na awaryjne lądowanie na jednym z lotnisk w czeskiej Pradze, gdzie na pokład natychmiast weszli antyterroryści, którzy obezwładnili Polaka i aresztowali. Na pokładzie nie znaleziono żadnych ładunków wybuchowych.

Jak wynika z informacji przekazanych przez rzeczniczkę czeskiej policji, 68-letni Polak podczas przesłuchania przekonywał, że jego zachowanie było podyktowane „poleceniami Boga”. Na razie nie postawiono mu oficjalnie zarzutów, jednak sprawa jest bardzo poważna – na ten moment można wykluczyć zarzuty związane z terroryzmem. Prawdopodobnie zostanie oskarżony o spowodowanie zagrożenia w ruchu lotniczym.

Co ciekawe osoby mu towarzyszące w podróży, w tym jego żona, byli całkowicie zaskoczeni zachowaniem 68-latka. Jak powiedzieli w rozmowie z mediami, przez cały pobyt na Wyspach Kanaryjskich zachowywał się normalnie. Dopiero w samolocie zaczęło się z nim dziać coś dziwnego.

Żaden ze 160 Polaków obecnych w tym czasie na pokładzie samolotu nie odniósł obrażeń. Wszyscy zostali już przewiezieni specjalnie podstawionymi autokarami do Warszawy.

bh

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również