UDOSTĘPNIJ

Wczoraj odbyłem krótką, acz (wg mnie) ciekawą rozmowę ze współpodróżnym w pociągu. Jechałem z panem zaledwie jedną stację, on wsiał w Warszawie Wsch, ja wysiadałem w Centralnej. Nie pendolino, ale TLK. 

Pan był skrajnym, oddanym przykładem leminga. Zapytał skąd jadę, ja że z Gdańska, na to on – jak długo? To odpowiedziałem jak było, że 4 godziny.
– Ehh…. tym pendolino na pewno byłoby szybciej.
Odpowiedziałem, chcąc ostudzić pendolinowy entuzjazm, że to prawda, bo 3 godziny, ale zwykły ekspres IC jedzie tyle samo.
– No niby tak, ale jaka wygoda… (szybko zbił obiekcję) Bilety droższe na pendolino, prawda? – przytaknąłem – No tak, za wygodę trzeba płacić.
Tu mi mina zrzedła, ale do docinku o płaceniu w biletach za łapówki, by pendolino w Polsce jeździło, mnie nie zachęcił. Byłem zbyt zmęczony.
Kontynuował.
– Ciekawe, czy ja doczekam pendolino… Nie jest takie popularne, bo nasza infrastruktura nie jest dostosowana…
Bo, rzecz jasna, to nie wina zamawiającego (Pana), czy daru (pociągu) że na polskie tory się nie nadaje. To wina torów. To wina naszego zacofania, naszych niedociągnięć. To my winni przeprosić i uderzyć się w pierś. A zaległości prędko nadrobić, by ofiarowane pendolino mogło rozwinąć skrzydła i błyszczeć.

Nie chciałem brnąć i tylko przytakiwałem, bo to przypadek nie to uratowania. Był takim podręcznikowym przykładem ziemkiewiczowskiego tubylca, któremu Władza, Pan, dała nowy pociąg (ale nie byle jaki, bo jak w białym, zachodnim świecie) i on czuł respekt przed nim. Doceniał każdy centymetr darowanego wehikułu, wehikułu który był łącznikiem między Polską – krajem białych, mentalnych murzynów, krajem postkolonialnym – a zachodnim, białym światem, cywilizacją białego człowieka. On wiedział, że bilety droższe, a czas podróży jak w EIC. Ale nie tak po prostu droższe, bo Pendolino. Droższe, bo komfort podróży. Gdzie siadać do pierwszej klasy plebsowi jak w trzeciej. Titanic. Co prawda nie miał jeszcze zaszczytu podróżować tym pociągiem, ale na pewno wygodniejszy. Tak, zaszczytu to dobre słowo. Czuć było lekkie wycofanie, pokorę w jego głosie przed Darem.

Patos.

Kliniczny przypadek elektoratu PO nie do odratowania. A ze mnie też żaden wodzirej czy obłąkaniec, by każdego napotkanego leminga nawracać na prawilną stronę mocy. Zresztą, czy to by coś dało? Pomyślałby, że jestem smoleńskim katolem z PiSu, mordercą niepełnosprawnych od Korwina lub faszystą i kibolem od Marszu Niepodległości. Takie mamy media.

Moim zdaniem, Kacper K.