UDOSTĘPNIJ
fot. flickr.com

Doroczna sesja Rady Praw Człowieka w Genewie stała się bardzo burzliwa po słowach ambasador USA przy ONZ, Nikki Haley. Amerykańska polityk nie zostawiła na Radzie suchej nitki, oskarżając ją o skorumpowanie i szkodzenie własnemu wizerunkowi. Co więcej, zapowiedziała, że Ameryka rozważa opuszczenie struktur Rady.

Na wystąpienie ambasador USA przy ONZ czekali wszyscy. Było to bowiem pierwsze przemówienie Haley oraz pierwsze wystąpienie ambasadora USA przy ONZ od momentu wygranej Donalda Trumpa. Jak się spodziewano, było ostro. Ambasador oświadczyła bowiem, że Waszyngton zrewidował dotychczasową aktywność Rady Praw Człowieka ONZ i nie wyciągnął z tego dobrych wniosków.

Jak stwierdziła Haley, Rada jest skorumpowana, a zasiadanie w niej przedstawicieli takich państw jak Wenezuela, która łamie notorycznie prawa człowieka, to uderzenie w jej status. Ambasador USA zarzuciła także Radzie antysemityzm, gdyż Izrael wciąż jest upominany i krytykowany na jej zebraniach. Pojawiła się też kwestia obecności USA w Radzie. Od marca w kuluarach krążą plotki o coraz większym dążeniu USA do odejścia z niej, które Haley potwierdziła.

 – Stany Zjednoczone uważnie przyglądają się Radzie i swojemu członkostwu w niej. Uważamy, że istnieją pewne aspekty nadające się do znaczącej poprawy. Oczywiście członkostwo w Radzie to przywilej. Przy tym stole nie powinno być jednak miejsca dla żadnego kraju, który łamie prawa człowieka – mówiła Haley.

Coraz większe dążenie USA do odejścia z Rady Praw Człowieka ma potwierdzać także obecna polityka Donalda Trumpa wobec niej. Za kadencji Baracka Obamy Ameryka była aktywnie włączona do jej prac. Do tego celu powołano nawet specjalnego ambasadora, który zajmował się wyłącznie jej sprawami. Obecny prezydent USA dotąd nikogo takiego nie wyznaczył i wcale nie zapowiada się na to, by miał to zrobić.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również