UDOSTĘPNIJ
Fot. KPRM (premier.gov.pl)

Pomoc, którą ofiarom nawałnic zaoferowała Beata Szydło, została przez nie określona jako niewystarczająca i spóźniona. Według polityk częściową winę ponoszą za to miejscowe samorządy, które nie poprosiły jej o wsparcie. Jak się jednak okazuje, argument premier nieco mija się z prawdą.

Beata Szydło była gościem sobotniego programu „Gość Wiadomości” w TVP. W rozmowie z Krzysztofem Ziemcem odpowiedziała na zarzuty dotyczące faktu, iż pomoc oferowana przez rząd była nieudolna i spóźniona. Opowiedziała także o tym, jak wygląda obecnie sytuacja na terenach spustoszonych przez nawałnice.

– Ja na spotkaniu w Rytlu usłyszałam od jednej pani burmistrz – na moje pytanie, czego potrzebuje – że niczego nie potrzebuje. To było na początku, ale wtedy samorządowiec musi być przewidujący i musi docierać z tą informacją – opowiedziała wtedy Szydło, zrzucając część odpowiedzialności na samorządy. Jak się jednak okazało, polityk nie przekazała widzom całej prawdy.

Burmistrz, o której mowa, to przedstawicielka Czerska Jolanta Fierek. Jako jedyna dopuszczona ona została do rozmowy z premier, o czym poinformowali starosta powiatu chojnickiego Stanisław Skaja i wójt gminy Chojnice Zbigniew Szczepański, których nie wpuszczono do namiotu sztabowego. Sama Fierek zaznacza jednak, że wcale nie odmówiła premier pomocy, o czym ta opowiedziała w wywiadzie.

– O dodatkowe siły wojskowe rzeczywiście już nie wnosiłam, skoro i PSP, i Siły Zbrojne były na miejscu. Ale o wsparcie programowe dla rolników, dla właścicieli prywatnych lasów i o wpłynięcie na towarzystwa ubezpieczeniowe za pośrednictwem Komisji Nadzoru Finansowego – tak – opowiedziała „Gazecie Pomorskiej” burmistrz. Co zadziwiające, jej wersja zdarzeń nie zgadza się więc z tym, co przedstawiła Beata Szydło.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również