UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia

Były pracownik stoczni gdańskiej, Henryk Jagielski, który miał być ofiarą donosów TW Bolka, żąda odszkodowania. Jagielski chce, by Lech Wałęsa zapłacił mu 100 tys. złotych. „To przez donosy Wałęsy zarabiałem dwa razy mniej i zostałem przeniesiony na inny wydział. Będę żądał od niego 100 tys. zł odszkodowania” – zapowiedział były opozycjonista.

Jagielski potwierdza informacje, które IPN znalazł w teczkach wyniesionych z domu generała Czesława Kiszczaka. 84-letni mężczyzna zarzuca Wałęsie współpracę z SB w latach 70., kiedy to miał donieść o planie stoczniowców dotyczącym obchodów święta pracy.

„Robił wszystko, żeby dowiedzieć się, co nasz wydział planuje zrobić na 1 maja. Mieliśmy iść wtedy z grupą z czerwonymi flagami i rzucić nimi pod trybuną. Pamiętam, że osobiście z nim o tym rozmawiałem. I co się później okazało? Nasz plan się nie powiódł, bo służby były na niego przygotowane” – opowiada były opozycjonista.

Jednak to słowa Wałęsy, który oskarżył Jagielskiego o współpracę z SB, wstrząsnęły 84-latkiem najbardziej. Taką wersję wydarzeń potwierdzają materiały z lat 60., w których Jagielski widnieje jako TW Rak. Były stoczniowiec odpiera oskarżenia i twierdzi, że o „zarejestrowaniu w ogóle nie wiedział”.

„Nie wiedziałem, że byłem w ogóle zarejestrowany. Na nikogo nie doniosłem i nie brałem pieniędzy”.

Choć jak powiedział mężczyzna, „koledzy mówią mu, żeby gów*a nie ruszać”, nie pozwoli by „Wałęsa go opluwał”.

Koledzy mi mówią, żeby gów*a nie ruszać, ale ja mam już 84 lata. I jak patrzę na czerwoną mordę Wałęsy, to nie pozwolę, żeby mnie opluwał”.

Obserwuj Pikio.pl, by być na bieżąco:


źródło: se.pl
pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również